Pokazywanie postów oznaczonych etykietą weekend. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą weekend. Pokaż wszystkie posty
Tak spędzisz weekend, gdy w Atenach wsiądziesz na rower!
Weekend w Atenach zaplanować powinien każdy, kto ma ochotę oderwać się trochę od szarości dnia codziennego, spędzić spokojny, choć aktywny weekend w słońcu (lub czasem deszczu), dobrze się bawić, odpocząć i pysznie zjeść. Do tego polecam wynająć rower i tak oto powstanie przepis na weekend idealny!
Znalazłam najlepsze miejsce na Sylwestra (i nie tylko) w Tatrach!
Sylwester w Tatrach? Wariactwo, przecież będą tłumy. Ferie zimowe w Tatrach? O matko, jeszcze bardziej szalony pomysł. Żelazną zasadą przecież jest, żeby nie jeździć tam, gdzie w danym czasie jedzie pół Polski. Tłok, ścisk i zero przyjemności. A jednak dałam się przekonać by tegorocznego Sylwestra spędzić w Tatrach. I co? I było fenomenalnie!
Kolonia: 5 Jarmarków świątecznych, na których poczujesz prawdziwą magię Świąt!
Jarmarki świąteczne w Niemczech cieszą się ogromną popularnością. Gdy rozpoczyna się Adwent, Niemcy - bez względu na pogodę - wychodzą ze swoich domów, żeby spotkać się ze znajomymi na jarmarku, napić grzanego wina i zjeść wurst. A tam unosi się przepiękny zapach świątecznych przypraw, migoczą kolorowe światełka, a w tle wybrzmiewają świąteczne melodie. Co jak co, ale stworzyć magiczną atmosferę, to oni potrafią!
Gdzie zjeść w Amsterdamie? 6 pysznych miejsc
"Gdzie zjeść w Amsterdamie?" - wpisałam ostatniego dnia w wujka Google, żeby wybrać miejsce na obiad. Ale zanim strona się załadowała, żołądek przykleił się do pleców i trzeba było szybko działać. Restauracje, bary, knajpki... Tego w Amsterdamie jest całe mnóstwo, musiałam się więc tylko zdecydować. Skorzystałam z rekomendacji mieszkającej tu koleżanki ze studiów i po raz kolejny się nie zawiodłam. Wszystkie jedzeniowe miejsca spisały się wspaniale, więc o wszystkich Wam dziś opowiem!
Etykiety:
Amsterdam
,
Holandia
,
kuchnia
,
miasto
,
porady praktyczne
,
styl życia
,
weekend
Ogród Keukenhof - park tulipanów pod Amsterdamem
Wyobraź sobie tulipana. Pięknego, czerwono - żółtego, jędrnego tulipana. Wspaniały, prawda? A teraz wyobraź sobie cały bukiet takich świeżych tulipanów. Jeśli uśmiechasz się na samą myśl, pomyśl, że te kilkanaście kwiatów w bukiecie, to nic. Bo tulipanów jest kilka milionów. Czerwone, żółte, w ciapki, postrzępione i jakie-jeszcze-tylko-istnieją. Wszystkie tulipany świata czekają na nas w Keukenhof, małym holenderskim miasteczku pod Amsterdamem.
Etykiety:
Amsterdam
,
atrakcje
,
Holandia
,
weekend
,
zwiedzanie
Linz - miasto przyszłości, któremu dałam się zaskoczyć
Linz. Nazwa brzmiała mi w uszach dźwięcznie, choć nie miałam z nią absolutnie żadnych skojarzeń. No może z Lindt, ale przecież z fabryką czekolady Linz niewiele ma wspólnego. Chociaż fabryk tutaj sporo. Linz było więc dla mnie wielką niewiadomą. Przemysłowe miasto stali nie wróżyło jednak fajerwerków. Alternatywne muzea? Restauracje? Światowe koncerty? Bardzo proszę! Okazało się, że Linz oferuje jeszcze więcej.

Poranne przemyślenia przy pocztówkowych pejzażach
Stałam w oknie z widokiem na Hallstattersee, obserwując poranną mgłę unoszącą się nad niezmąconą taflą jeziora. Byłam okropnie niewyspana, w końcu ostatnia noc trwała tylko trzy godziny. Mózg powoli rozpoczynał poranne przebudzenie, a oczy nieśmiało regulowały ostrość percepcji. Wzięłam głęboki oddech, spojrzałam w leniwie wyłaniające się zza chmur słońce i pomyślałam: Życie jest absolutnie fantastyczne. Zupełnie jak miejsce, w którym się teraz znajduję.
Takie rzeczy się przecież nie zdarzają. Gdy zastanawiasz się, jak najlepiej spędzić chwilę wolnego czasu po obronie, żeby solidnie odpocząć, wypocząć, ale nie zanudzić się na śmierć, tylko kraść konie z grupą nowo poznanych ludzi, nie odzywa się nagle National Geographic Traveler i nie zaprasza Cię na wspólny wyjazd do Austrii. A raczej ekspedycję, pełną kosmicznych atrakcji, przepięknych widoków i wyśmienitego towarzystwa. To przecież normalnie się nie zdarza.
A jednak.

Sześć dni w Górnej Austrii obfitowało przede wszystkim w przepiękne widoki i niekończący się ogrom atrakcji, jakie oferuje region. Linz, niczym mały Wiedeń, zachwycił mnie swoją atmosferą, repertuarem kulturalnych wydarzeń, ale przede wszystkim nowatorskimi pomysłami i otwartością na artystów - szaleńców. Rejon Traunsee skradł moje serce miasteczkiem Gmunden i niesamowitymi widokami w górach. Alpaki w Austrii rozczuliły mnie niczym foka-robot w Linz, choć nie brakowało też mrożących krew w żyłach zastrzyków adrenaliny. A potem przyszła pora na prawdziwą perełkę, czyli Hallstatt. Kopalnia soli, rowery i kolejny Weizen do kolacji. Rozmowy do rana. Malownicze domki. Widok jak z pocztówki. Mgła i deszcz. Rozmowy w górach i na dachach malowniczych domków. Kajaki w słońcu i tańce w deszczu. Przepiękna była ta nasza Austria.
W środowy poranek pojawiliśmy się z Andrzejem w umówionym miejscu na autostradzie w Żorach, w oczekiwaniu na nadjeżdżającą ekipę z Warszawy. A ta była po prostu fenomenalna! NG Traveler reprezentował mocny pięcioosobowy team w składzie: Monika, Hania i Maciek, z filmowcem Mosakiem (w ogóle jaki numer! Z Marcinem byliśmy w tym samym czasie na Erasmusie w Walencji! Spotkaliśmy się jeden jedyny raz na pewnej przedświątecznej imprezie w mieszkaniu naszej wspólnej koleżanki, a potem słuch jakoś po nim zaginął. Niedługo później trafiłam na blog Live a Life i okazało się, że chłopak który kręci takie ekstra filmiki to właśnie jest Mosak!) i fantastycznym fotografem Tomkiem Golą. Jednym z uczestników był też Łukasz Kamieniak z Focusa, który złapał mnie, gdy spadałam nad Laudachsee z drzewa. Ekipę dopełniła trójka blogerów: Paulina z bloga Obrazki Blondynki, Andrzej z Los Wiaheros i ja. Dobrym duchem tego wyjazdu była Ula Łapanowska z Austria,info, z którą miałam już przyjemność jeździć w styczniu na nartach w regionie, do którego właśnie zmierzaliśmy.

A jednak.
Sześć dni w Górnej Austrii obfitowało przede wszystkim w przepiękne widoki i niekończący się ogrom atrakcji, jakie oferuje region. Linz, niczym mały Wiedeń, zachwycił mnie swoją atmosferą, repertuarem kulturalnych wydarzeń, ale przede wszystkim nowatorskimi pomysłami i otwartością na artystów - szaleńców. Rejon Traunsee skradł moje serce miasteczkiem Gmunden i niesamowitymi widokami w górach. Alpaki w Austrii rozczuliły mnie niczym foka-robot w Linz, choć nie brakowało też mrożących krew w żyłach zastrzyków adrenaliny. A potem przyszła pora na prawdziwą perełkę, czyli Hallstatt. Kopalnia soli, rowery i kolejny Weizen do kolacji. Rozmowy do rana. Malownicze domki. Widok jak z pocztówki. Mgła i deszcz. Rozmowy w górach i na dachach malowniczych domków. Kajaki w słońcu i tańce w deszczu. Przepiękna była ta nasza Austria.
W środowy poranek pojawiliśmy się z Andrzejem w umówionym miejscu na autostradzie w Żorach, w oczekiwaniu na nadjeżdżającą ekipę z Warszawy. A ta była po prostu fenomenalna! NG Traveler reprezentował mocny pięcioosobowy team w składzie: Monika, Hania i Maciek, z filmowcem Mosakiem (w ogóle jaki numer! Z Marcinem byliśmy w tym samym czasie na Erasmusie w Walencji! Spotkaliśmy się jeden jedyny raz na pewnej przedświątecznej imprezie w mieszkaniu naszej wspólnej koleżanki, a potem słuch jakoś po nim zaginął. Niedługo później trafiłam na blog Live a Life i okazało się, że chłopak który kręci takie ekstra filmiki to właśnie jest Mosak!) i fantastycznym fotografem Tomkiem Golą. Jednym z uczestników był też Łukasz Kamieniak z Focusa, który złapał mnie, gdy spadałam nad Laudachsee z drzewa. Ekipę dopełniła trójka blogerów: Paulina z bloga Obrazki Blondynki, Andrzej z Los Wiaheros i ja. Dobrym duchem tego wyjazdu była Ula Łapanowska z Austria,info, z którą miałam już przyjemność jeździć w styczniu na nartach w regionie, do którego właśnie zmierzaliśmy.
![]() |
| Dream Team w komplecie <3 |

![]() |
| Blogerskie selfie z alpaką |
![]() |
| Powyższe "rodzinne zdjęcia" są autorstwa Tomka Goli |
Po raz kolejny potwierdziło się moje przekonanie, że - chociaż podróżowanie samemu ma pewnie swoje plusy - to dobra ekipa jest gwarancją udanego wyjazdu. Choć w tym wypadku wybór między ludźmi a miejscem jest niemożliwy. Ekspedycja Austria stworzyła harmonijną całość, niczym miasteczko Hallstatt z otaczającym je krajobrazem gór i spokojnego jeziora.
O tym, że Górna Austria oferuje sporą ilość atrakcji wiedziałam już zimą, gdy wróciłam z wyjazdu narciarskiego. Nie miałam jednak pojęcia, że poza sezonem narciarskim może tu być tak atrakcyjnie. Tym bardziej cieszę się, że miałam okazję odwiedzić ten region latem i to w tak wyśmienitych okolicznościach.
Za zaproszenie na wyjazd dziękuję National Geographic Traveler oraz Austria.info
---
Spodobał Ci się ten post? Będzie mi miło jeśli podzielisz nim na Facebooku, albo zostawisz komentarz :) Danie lajka nic Cię nie kosztuje, a dla mnie to znak, że doceniasz moją pracę. Zapraszam Cię również na mój facebook'owy fanpage.
Za zaproszenie na wyjazd dziękuję National Geographic Traveler oraz Austria.info
---
Spodobał Ci się ten post? Będzie mi miło jeśli podzielisz nim na Facebooku, albo zostawisz komentarz :) Danie lajka nic Cię nie kosztuje, a dla mnie to znak, że doceniasz moją pracę. Zapraszam Cię również na mój facebook'owy fanpage.
Rozpoczęcie sezonu w Tatrach - weekend dla duszy i ciała
Wychowałam się w górach, ale ich magia chyba na zawsze pozostanie dla mnie tajemnicą. Urzekają, zachwycają, uczą wytrwałości i pokory. Dają szczęście. Pozwalają być dalej od wszystkiego, a bliżej samego siebie. Oczyszczają umysł, choć nieraz mocno dają w kość. Każde rozpoczęcie sezonu w Tatrach to sygnał: oto recepta all inclusive, termin ważności mija dopiero jesienią.
Górna Austria? Nikt tam nie jeździ. Ty też nie powinieneś.
Do Austrii z Polski jest blisko. No dobra, może z Gdańska niekoniecznie, ale z południa Polski to przecież rzut beretem. Gdy więc w Polsce zima przypomina wiosnę, zapaleni narciarze pakują swoje narty, buty oraz snowboardy i ruszają na zachód Europy szukać śniegu, by (zwykle) przez tydzień oddać się frajdzie szusowania po doskonałych stokach. Austria, Francja i Włochy cieszą się największą popularnością, a kurorty takie jak Zell am See - Kaprun, Chamonix, Solden czy Livigno są znane (chociażby ze słyszenia) każdemu miłośnikowi białego szaleństwa. Do Austrii jest jednak najbliżej, a naj-najbliżej właśnie do tej Górnej, więc śmiało można się tam wybrać na trzy, cztery dni. Tylko... Czy jest po co?

Berlin - idealne miejsce na babski wypad.
Beztroskie spacery po nocnym Berlinie, lunch u Chipperfielda, kolacja w Shiso i zakupy w Designer Outlet Berlin - najmodniejsze miejsca w Berlinie stanęły przed nami otworem! A wszystko z okazji urodzin: pierwszych, drugich i dwa razy... ekhm, osiemnastych :) Czy możecie wyobrazić sobie fajniejszy prezent na (nie tylko) blogowe urodziny?
Citybreak w Berlinie, czyli 9 miejsc które powinieneś odwiedzić podczas pobytu w stolicy Niemiec.
Choć byłam w Niemczech kilka razy, nigdy nie ciągnęło mnie za naszą zachodnią granicę. Aż do czasu, kiedy po maturze po raz pierwszy pojechałam do Berlina - cztery dni intensywnego zwiedzania pozwoliły mi zobaczyć to, co w mieście najważniejsze: Bramę Brandemburską, Alexander Platz, Wyspę Muzeów (ze zwiedzaniem wystaw wewnątrz), czy fragmenty Muru Berlińskiego. Czułam jednak, że Berlin to miasto, w którym prawdziwe życie toczy się gdzie indziej, z dala od utartych turystycznych szlaków. Od zawsze zresztą kojarzył mi się z miejscem, w którym wiele się dzieje i gdzie znajdzie się przestrzeń dla każdego. Żeby poznać Berlin potrzeba przynajmniej kilku dni, ale nawet w dwa można zobaczyć na tyle dużo, by choć trochę poczuć to miasto. Dziś polecam Wam miejsca dobrze znane jak i te, które zwykle nie pojawiają się w przewodnikach i topowych zestawieniach, a niewątpliwie warte są naszej uwagi. Zaczniemy klasycznie, skończymy artystycznie!

Etykiety:
#12nowychmiejsc
,
Berlin
,
miasto
,
Niemcy
,
porady praktyczne
,
weekend
Spotkanie Blogerów Podróżniczych, czyli co tak naprawdę działo się w Cieszynie?
Weekend w Cieszynie, to jeden z najlepiej
spędzonych przeze mnie weekendów w tym roku. Powodów wymienić mogłabym mnóstwo:
w końcu nastała wiosenna pogoda, Cieszyn okazał się bardzo ładnym miastem,
przez cały ten czas tylko dwa kroki dzieliły mnie od czeskich restauracji ze
smaženým sýrem, a piwo w hostelowej lodówce nigdy się nie kończyło. Ale wiecie
co? To pewnie byłby tylko "kolejny weekend poza Krakowem", gdyby nie
TEN powód, dla którego do Cieszyna pojechałam.

Etykiety:
#12nowychmiejsc
,
Cieszyn
,
ludzie
,
Polska
,
weekend
Bergamo na weekend lub tylko na przesiadkę
Na lotnisku w Bergamo byłam dobre kilka razy razy, bo z Krakowa to najlepsza opcja na połączenie do wielu miejsc w Europie (a na pewno najlepsza opcja na przelot z Krakowa do Walencji), ale nigdy nie udało mi się zwiedzić miasta. Zwykle te moje przesiadki trwały około czterech godzin, a to jednak trochę za mało czasu na spokojny wypad do centrum. Gdy planowałam więc powrót z Dubaju i okazało się, że najtańszy wariant to lot z Budapesztu do Krakowa przez Bergamo właśnie, od razu zdecydowałam, że zostanę tam na jeden dzień. Przez chwilę wahałam się, czy może pojechać do Mediolanu, ale w końcu postanowiłam zostać w Bergamo. I słusznie!
Etykiety:
#12nowychmiejsc
,
Bergamo
,
miasto
,
weekend
,
Włochy
Ile razy w ciągu roku chciałbyś gdzieś pojechać? I #12nowychmiejsc
Niełatwo wyściubić nos poza dom, gdy za oknem zadyma, wichrzy, sypie i mrozi. Oj, niełatwo. Wtedy najczęściej myślę sobie, jakbym to chciała leżeć na plaży, albo przynajmniej przechadzać się uliczkami jakiegoś południowego miasta, w którym świeci mocne słońce. Albo uczyć się teraz do egzaminów w Walencji, mając wizję, że w każdej chwili może wydarzyć się znów coś fajnego. Albo, że zaraz pójdę pobiegać po plaży.
A za oknem szaro, zimno i nastrój dołujący...
Gdy wszyscy erasmusowi znajomi odwiedzali się nawzajem w Europie, ja grzecznie chodziłam na zajęcia odkładając przysługujące mi nieobecności "na później". Tak, było ciężko. Było bardzo ciężko... Depresja posterasmusowa wciąż na swój sposób u mnie trwa, więc ja na swój sposób muszę sobie z nią radzić. Światełkiem w tunelu przez cały semestr był oczywiście nadchodzący wyjazd :) Ale jak dobrze wiecie, pisałam, że chciałabym przynajmniej jeden weekend w miesiącu (no, chociaż dzień!) spędzić poza Krakowem i Żywcem. I udało się! Był Wrocław, Warszawa, a w grudniu Wiedeń. I chyba chcę tak spędzić kolejny rok!
.png)
Jarmark adwentowy w Wiedniu.
Jarmarki adwentowe już od połowy listopada wyskakiwały mi na Facebooku w dosłownie co trzecim statusie. Zdjęcia mieniły się kolorami i światełkami, niewiele brakowało, żeby poczuć unoszący się w powietrzu zapach grzańca, także bez problemu można było wczuć się w klimat zbliżających się Świąt. A pamiętając o założeniu wyjazdu poza Kraków i Żywiec przynajmniej raz w miesiącu, nie mogło paść na nic innego, jak właśnie na jarmark przedświąteczny. I tak w grudniu padło na Wiedeń.

Wrocław - sposób na dobry humor.
Tak sobie po powrocie z Erasmusa wymyśliłam, że przynajmniej jeden weekend w miesiącu chcę spędzić poza Krakowem i poza Żywcem, odwiedzając przy okazji amigos z Walencji. We wrześniu wyskoczyłam na dwa dni do Warszawy, październik kończy się fantastycznym weekendem we Wrocławiu. Trochę wyluzowałam, znowu ktoś rozumiał (lub serwował) kiepskie i hermetyczne żarciki, z których wciąż nie możemy przestać się śmiać. Poza tym było bardzo słonecznie, ciepło i przyjemnie, a ostatnio cierpię na chroniczny brak promieni UV. Mogłabym wyliczać i wyliczać co działo się fajnego.

"No co Ty, po co jedziesz do Saragossy?"
Bo w Saragossie jest pięknie! Jest bardzo "hiszpańsko", urokliwie i czas nie pędzi jak w Madrycie. Są życzliwi ludzie, klimatyczne miejsca i bardzo silny wiatr. Ale i on ma swój urok.
Na majówkę do Saragossy pojechaliśmy tak naprawdę w odwiedziny, a cała zabawa miała zawierać się w podróży autostopem. I faktycznie - niezły mieliśmy ubaw, gdy pierwsza pani która się zatrzymała, powiedziała, że stąd do Saragossy nikt nas nie weźmie i musimy stanąć po drugiej stronie miasta. Okej, przejechaliśmy rowerami przez miasto i stanęliśmy na poboczu (już) czteropasmowej autostrady i tak czekaliśmy, aż cokolwiek pojedzie. Zapamiętajcie sobie raz na zawsze - dzień wolny od pracy to fatalny czas na łapanie stopa! W każdym razie nie czekaliśmy jakoś długo (pół godziny?) i zatrzymała się miła pani, która zawiozła nas... 20km dalej. "Lepszy rydz niż nic" - pomyśleliśmy i zadowoleni stanęliśmy na finalnej, głównej drodze do Saragossy. No na bardziej głównej się już nie dało.

Karnawał jak nigdy!
Karnawał trwa w najlepsze. Świętowanie rozpoczęliśmy tu w czwartek, a skończymy... 19 marca. Moment, czy karnawał nie kończy się już jutro? Karnawał tak, ale przed nami jeszcze... Las Fallas!

Chcesz oberwać pomidorem? I Buñol
Ja nie zdążyłam. Przyleciałam do Hiszpanii 2 września, a pomidory latały w powietrzu 28 sierpnia. Wiecie o czym mówię? Każdy kto przyjeżdża do Buñol w ostatnią środę sierpnia, chce rzucić w kogoś niejednym pomidorem i sam chce wyglądać jak sos do spaghetti. To tu każdego roku odbywa się Tomatina - słynna na całym świecie, wielka bitwa pomidorowa.


Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)








