Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hiszpania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hiszpania. Pokaż wszystkie posty

Jak wynająć mieszkanie w Walencji? Gdzie szukać mieszkania w Hiszpanii?

Jak wynająć mieszkanie w Walencji? Gdzie szukać mieszkania w Hiszpanii? Takich zapytań dostaję od Was przynajmniej kilka w tygodniu. Jeśli nigdy wcześniej nie szukałeś mieszkania w obcym kraju, to faktycznie może Ci się to wydawać skomplikowane. Dlatego dziś zebrałam kilka najistotniejszych informacji i przydatnych linków.


Czytaj dalej

Gdzie zjeść w Barcelonie? 6 ekstremalnie pysznych adresów!

Gdzie zjeść w Barcelonie? Tam, gdzie podają świeże owoce morza, klasyczne tapas, ale i te bardziej wyszukane. Zjeść tam, gdzie jedzą tłumy, gdzie nie wejdzie się bez rezerwacji, gdzie na sam widok tego wspaniałego jedzenia cieknie ślinka. Pyszne adresy w Barcelonie? Oto one!


Czytaj dalej

Gdzie zjeść w Walencji lunch, kolację i najlepszą paellę, a gdzie iść na wyborne tapas?

Jedzenie to jedna z większych przyjemności w Walencji. Weekend zawsze zaczynałam tu od pysznego śniadania w jednej z uroczych knajpek, a przynajmniej dwa razy w tygodniu wychodziłam gdzieś zjeść "na miasto", albo spotkać się wieczorem ze znajomymi. Często pytacie też o miejsce, w którym dostaniecie pyszne owoce morza, albo wypijecie prawdziwą Agua de Valencia. Gdzie iść na tapas w Walencji, gdzie skoczyć na lunch, a jakie miejsce jest najlepsze na kolację? Oto więc zestawienie najlepszych knajpek w Walencji, w sam raz do odwiedzenia w czasie kilkudniowej wizyty.


Czytaj dalej

Co zobaczyć w sercu Walencji? Lista największych atrakcji centrum miasta

Walencja jest piękna, Walencja jest wspaniała, w Walencji nie da się nie zakochać. Można tu wpaść na dzień, dwa, tydzień, albo cały rok i zawsze będzie co zobaczyć, gdzie pójść i czym się zachwycić. Miasto niczym Kraków,  ale z duszą jakby jego młodszej siostry. Atrakcyjne, (nie)przewidywalne, ale tak bardzo poukładane. Czy ma swoje top atrakcje? Oczywiście! Problem jest w tym, że tutaj wszystko jest atrakcyjne. Co więc koniecznie trzeba zobaczyć w Walencji?

Czytaj dalej

Nakręciłam film z Las Fallas!

Tak! Nagrałam film z Las Fallas! Święto ku czci św. Józefa, które kilka dni temu zakończyło się w Walencji, wzruszyło mnie jeszcze bardziej niż trzy lata temu. Czy to zasługa patronatu UNESCO, które Las Fallas otrzymało w grudniu 2016? A może ludzi, którzy byli tu razem ze mną? Jedno jest pewne: utwierdziłam się w przekonaniu, że to najbardziej szalone i zarazem niesamowite hiszpańskie święto,  w jakim można uczestniczyć.



Czytaj dalej

Ruzafa - dzielnica Walencji, którą koniecznie chcesz odwiedzić!

Ruzafa po arabsku oznacza ogród i - jeśli wierzyć historycznym zapiskom hiszpańskiej Wikipedii - obecna awangardowa dzielnica Walencji właśnie arabskimi ogrodami kiedyś była. Teraz niewiele tu zieleni, po ogrodach wręcz nie ma śladu, a kolorów najwięcej jest na stylowych kamieniczkach i kolorowej elewacji Mercado Ruzafa. Sąsiadująca ze ścisłym centrum, ogrodami Turii i dworcem kolejowym Xativa jest miejscem, do którego zawsze było mi jednak nie po drodze. Aż w końcu tu zamieszkałam.

Czytaj dalej

Gdzie zjeść najlepsze śniadanie w Walencji?

Śniadanie w Hiszpanii jest tak samo ważnym posiłkiem, jak lunch czy kolacja. Choć te ostatnie celebruje się długo i do późna, w domach lub knajpkach, śniadania najczęściej jadane są w barach. Bocadillo, czyli kanapka - konkret, albo tosdadas con tomate i kawa z mlekiem. Ale są też miejsca z granolą, świetnymi brunchami, czy pycha ciachami. Gdzie zjeść najlepsze śniadanie w Walencji? Sprawdzam to sumiennie od samego przyjazdu i mam już swoich faworytów!



Czytaj dalej

Jak wygląda moje życie w Hiszpanii?

"Życie jak w Madrycie!" chciałoby się rzec, ale czy życie w Hiszpanii naprawdę jest takie sielskie? Żyję już tu sobie przeszło miesiąc i dostrzegam znaczące różnice między Hiszpanią na Erasmusie, a Hiszpanią w wersji "real life". Myślicie, że teraz jest tutaj mniej ciekawe? Albo gorzej? Nic z tych rzeczy. Jest po prostu inaczej.


Czytaj dalej

Walencja - jak wygląda moja praca w Hiszpanii?

Walencja. Stało się. Wróciłam do Hiszpanii, zamieszkałam w Walencji i zaczęłam tu normalną, regularną pracę. Okej, z tą normalną się nie rozpędzam, ale moje prawdziwe, przyziemne życie w Hiszpanii rozkręciło się na dobre. Ja wiem, że mija dopiero pierwszy tydzień w tej pracy i jestem tu ogólnie zaledwie kilkanaście dni, ale właśnie dlatego moje spostrzeżenia są teraz najostrzejsze. 


Czytaj dalej

Wyprowadzam się do Walencji!

Walencja. Hiszpańskie miasto, które jeszcze trzy i pół roku temu było dla mnie po prostu hiszpańskim miastem. I to takim niezbyt popularnym, choć z opisu zdawało się mieć wszystko. Przeprowadziłam się do Walencji na cały rok i jak dobrze wiecie, szybko stała się ona moim drugim domem. Odkąd w lipcu 2014 roku wróciłam do Polski, nie było dnia, w którym nie myślałabym, co tu zrobić, żeby tam wrócić. Ale nie na weekend, tydzień, czy wakacje, tylko tak na serio. Jak to zrobić, żeby do Walencji znów się przeprowadzić?


Walencja - miasto idealne

Walencja ma wszystko, co idealne do mieszkania miasto mieć powinno. Całorocznie świecące słońce, mnóstwo parków i zieleni, szeroką, piaszczystą plażę, doskonały system rowerów miejskich (jak i całą komunikację miejską), świetne uczelnie i przepiękne stare miasto. Kawę za kilkadziesiąt eurocentów i Mercadonę na każdym rogu. Koszty życia nie odbiegają zbytnio od polskich, za to pensje zdecydowanie tak. Ludzie są tu uśmiechnięci, bo w ich głowach też zawsze świeci słońce. A nawet jak nie, to  nie narzekają na to na każdym kroku.

Nie ukrywam, że w trakcie Erasmusa ja po prostu wiodłam tu idealne życie. Choć zajęć na uczelni miałam sporo i nie obejmowała mnie żadna erasmusowa taryfa ulgowa, a w pierwszym semestrze większość czasu spędzałam w bibliotece, to był czas bez zmartwień i większych problemów. W drugim było jeszcze idealniej. Miałam świetnych znajomych, najwspanialszych współlokatorów, zawsze czas, żeby wyskoczyć na podwieczorek, czy ugotować i zjeść z przyjaciółmi wspólną kolację.   Po tak spędzonym roku w mojej głowie Walencja to wciąż miasto idealne, w którym wieść można tylko idealne życie.

Erasmus w Walencji był super, jakie będzie normalne życie?

No dobra, wyjazd na Erasmusa to jedno, przeprowadzka to drugie. Choć i tym razem nie do końca będzie to taka normalna przeprowadzka, bo jednak czasowo limitowana. Jak wspomniałam Wam w czerwcu na Facebooku, dostałam stypendium w ramach programu Erasmus+ i zimę spędzę w Hiszpanii. Uznałam, że będzie to świetny czas na odpoczynek od mojej nie-regularnej pracy, przemyślenie kilku spraw i podszkolenie hiszpańskiego. Jest już komunikatywny, ale przecież zawsze może być lepszy. Także ni to Erasmus, ni to pełnopłatna praca. Będzie nawet trudniej, niż gdybym pracowała w Hiszpanii tak o, a nie jako stypendysta. Normalna pensja w Walencji na podobnych stanowiskach jest przynajmniej dwukrotnie wyższa od stypendium, które mi przysługuje. 

Czym właściwie będę się zajmować? Najogólniej mówiąc marketingiem. Biuro mojej firmy zlokalizowane jest w samym centrum El Carmen, niedaleko Plaza del Virgen (czyli samo serce starego miasta!), całkiem blisko ogrodów Turii. Pracować będę 40h tygodniowo, z codzienną, dwugodzinną przerwą na siestę. Zobaczę, jak to jest siedzieć za biurkiem w pracy, może mi się spodoba? :)


Walencja w zimie, Walencja na wiosnę

Plan jest następujący: jutro jadę do Warszawy, gdzie w środę, w Medium Publiczne, będę gościem audycji Dominiki Sidorowicz i rozmawiać będziemy o mojej pierwszej Walencji, pracy marzeń i pewnie o Walencji numer dwa. Audycji będziecie mogli posłuchać w piątek o 21:00. W czwartek z samego rana wsiądę w samolot, żeby jeszcze przed południem wylądować na lotnisku w Walencji i rozpocząć kolejny, słoneczny rozdział mojego życia. Zgodnie z planem mam wrócić na początku kwietnia, rozliczyć program na uczelni i wrócić do pirackiej pracy. Ale wiecie jak to bywa z planami, szczególnie moimi. Sama jestem bardzo ciekawa, co Wam napiszę na ten temat w kwietniu!

To aż trzy miesiące, ale dobrze wiem, że w Walencji to tylko trzy miesiące. W tym czasie, oprócz pracy i hiszpańskiego życia po przeprowadzce, bardzo chcę pokazać Wam to moje miasto doskonałe.  Tutaj, na Facebooku, Instagramie i oczywiście Snapchacie. Próbowałam to robić, gdy byłam tu po raz pierwszy, ale umówmy się - trochę nieporadnie mi to wszystko wychodziło, praktycznie nie ma  na blogu postów z samej Walencji. Przywiozłam kilkadziesiąt tysięcy zdjęć z Erasmusa, ale samej Walencji jest tam niewiele. Teraz będzie inaczej. To największa miejska perełka, jaką było mi dane poznać w życiu i spróbuję Wam to tutaj udowodnić.

Zakochacie się po uszy, zupełnie tak, jak kiedyś ja.


Jeśli wybierasz się do Walencji i szukasz noclegu, sprawdź koniecznie, które miejsca są jeszcze dostępne! Możesz to zrobić tutaj.
---
Spodobał Ci się ten post? Będzie mi  miło jeśli podzielisz nim na Facebooku, albo  zostawisz komentarz :) Danie lajka nic Cię nie kosztuje, a dla mnie to znak, że doceniasz moją pracę.  Zapraszam Cię również na mój facebook'owy fanpage.
Czytaj dalej

Na La Palmę nie tylko pod palmę!

La Palma. Tak, La Palma. Nie Palma, nie Majorka, tylko La Palma. Tak, tak, wciąż Hiszpania, chociaż uściślając - Wyspy Kanaryjskie. Doskonałe miejsce na wakacje. Jeszcze niezbyt oblegane przez turystów, takie spokojne i sielskie. Mimo tego spokoju, mnóstwo tu jednak atrakcji, a spokój wcale nie oznacza nudy! Byłam, sprawdziłam, polecam. Dlaczego?

Czytaj dalej

Znalazłam raj na ziemi! To Fuerteventura

Fuerteventura, najstarsza z Wysp Kanaryjskich. Deszcz pada tu tylko kilka dni w roku. No, może kilkanaście. Więcej niż słońca jest na wyspie chyba tylko... Kóz. Na jednego mieszkańca spokojnej wyspy przypada 1,2 kozy. Wiecie co to oznacza? Że Fuerteventurę zamieszkuje aż 120 tysięcy szczęśliwych kóz i 100 tysięcy jeszcze szczęśliwszych ludzi. Ludzi, którzy nigdzie się nie spieszą, bo i po co? W końcu praca im nie ucieknie, a jak ucieknie, to zawsze znajdzie się inna.



Czytaj dalej

Życie jest jak Barcelona - najlepsze rzeczy są za darmo.

Leniwy spacer to zawsze dobry pomysł. Lubię wolno przechadzać się po dużych miastach i obserwować ludzi, którzy zwykle gdzieś pędzą. Choć w Barcelonie odniosłam wrażenie, że najbardziej spieszą się... Turyści. Kupują w Internecie bilety, żeby zaoszczędzić czas na staniu w kolejkach, a potem biegają od punktu A do punktu B, żeby zdążyć. Niefajne to, męczące i bardzo nie po hiszpańsku. Moje kilka katalońskich dni, spędziłam z mottem "co pokaże mi Barcelona", ale wiecie, tak trochę sama z siebie.

 
Czytaj dalej

Zmysłowa Walencja: zapachy, którym ulegniesz.

Walencja to magiczne miasto. Ma w sobie "to coś", co sprawia, że gdy przyjedziesz tu choć na chwilę, będziesz chciał zostać, albo przynajmniej szybko tutaj wrócić. Dlaczego? Bo to miasto, które działa na zmysły: ma swoje kolory i kształty, dźwięki, smaki i zapachy. A gdy podziała na nie choć raz, nigdy tego nie zapomnisz. Najpierw ulegniesz zapachom, nie zawsze tym oczywistym.



Czytaj dalej

Barcelona - atrakcje warte grzechu i ostatniego grosza

Barcelona ma do zaoferowania turystom wiele i naprawdę sporo czasu potrzeba, żeby choć trochę ją poznać. Niestety potrzeba też sporo pieniędzy, bo stolica Katalonii jest droga. Są miejsca, za wejście do których zdecydowanie warto zapłacić, ale są i takie, które absolutnie nie są warte swojej ceny. Na szczęście są i miejsca, które Barcelona daje nam zupełnie za darmo. Dziś polecam atrakcje, za które moim zdaniem warto w Barcelonie zapłacić. I przy okazji odradzam te drugie.


Czytaj dalej

Jak poznawać nowych ludzi? Wpadnij pod samochód, najlepiej na Tibidabo.

Było piękne sobotnie południe, kiedy przejechałam z Parku Güell pod Tibidabo. Planowałam wyjechać na sam szczyt, bo Tibidabo to ponoć najpiękniejszy punkt widokowy nad całą Barceloną. Czas specjalnie mnie nie gonił, jedyne co miałam zaplanowane jeszcze na ten dzień, to udać się później do Pawilonów Güell. To miała być przykładowa sobota polskiego turysty w Barcelonie.

Czytaj dalej

Stan upojenia hiszpańską rzeczywistością.

Miałam 19 lat. W mej głowie jawiła się tylko jako kraj pełen słońca, flamenco i samych przystojniaków. No i corridy. Mimo to, Hiszpania od zawsze była moją platoniczną miłością. A Barcelona? Kiedyś wszyscy zachwycali się tym miastem, więc swego czasu i dla mnie było ono wizytówką Hiszpanii. A potem w Hiszpanii zamieszkałam i miłość przestała być platoniczna. Choć sama Barcelona szybko spadła z piedestału, stan upojenia hiszpańską rzeczywistością odnajduję jednak nawet tam. To nieprawda, że Barcelona to nie Hiszpania.


Zaczęło się bardzo niepozornie: Hiszpania była po prostu jednym z moich wakacyjnych marzeń. "Zobaczyć Barcelonę, to by było coś!" - myślałam w liceum. Miałam obraz magicznego miejsca, w którym jak w pigułce, zamknięta jest cała esencja Hiszpanii. Los był łaskawy i uśmiechnął się do mnie bardzo szybko - po maturze pojechałam ją odwiedzić... Na kilka godzin. Zobaczyłam Kolumba na kolumnie, port, przebiegłam gdzieś po kilku uliczkach i na koniec zrobiłam z samochodu zdjęcie Montjuic. Tyle mnie w Barcelonie widziano. Zachłysnęłam się nią wtedy totalnie, byłam do reszty oszołomiona tym, co zobaczyłam. Nie widziałam wiele, rozumiałam jeszcze mniej. Ale to niczemu nie przeszkadzało. Zresztą cała ta dwudziestodniowa wyprawa przez hiszpańskie Pireneje minęła fantastycznie. Była nie tylko pierwszą  moją wizytą w Hiszpanii, ale i pierwszym tak długim niezorganizowanym wyjazdem bez rodziców, tylko ze znajomymi. Padło akurat na wymarzoną Hiszpanię. Wtedy jeszcze ni w ząb nie rozumiałam języka, nie wiedziałam co, gdzie i jak, ale i tak czułam się tam dobrze. Góry, parki narodowe, małe miasteczka i większe miasta - wszystko to sprawiło, że fascynacja tylko się spotęgowała. Było mi tam dobrze. Tak po prostu.

Zakochałam się ze wzajemnością


Gdy składałam papiery na Erasmusa, wybór był oczywistą oczywistością. O wspaniałości Walencji nie miałam jeszcze bladego pojęcia, ale tak widocznie miało być, że akurat tam zamieszkałam na cały rok. To miejsce sprawiło, że Hiszpanię pokochałam całym sercem. Najpierw zachłysnęłam się totalnie tamtejszą rzeczywistością, mimo, że - jak na Erasmusa - prowadziłam tam bardzo normalne życie, tak całkiem na serio. Im dłużej to serio życie trwało, tym bardziej upojenie przeradzało się w stałe uczucie, które trwa aż do dziś. Pewnego pięknego dnia z Walencji wyjechałam, a do Hiszpanii wróciłam dopiero po roku.

Tydzień w pracy na Costa de la Luz był bardzo wyczerpujący. Każdego dnia wstawałam jednak z wielkim uśmiechem, bo idąc przez hotelową recepcję zawsze mogłam liczyć na radosne "Hola!" i życzenia miłego dnia. Kierowcy w autobusach, taksówkarze, panie w sklepach - wszyscy sprawiali wrażenie, jakby za wszelką cenę chcieli przypomnieć mi, jak dobrze się tutaj żyje.

Hiszpańska miłość przetrwała, objawy zakochania nie ustępują!


Pojechałam więc do Hiszpanii znów. To był najwyższy czas, żeby w końcu zobaczyć Barcelonę naprawdę, poczuć jej klimat, wsłuchać się w rytm miasta. Miasto samo w sobie trochę jednak mnie rozczarowało, ale mimo to, doświadczyłam tam wszystkiego co najlepsze w Hiszpanii. A z tą nie widziałyśmy się cztery miesiące, więc stęsknione rzuciłyśmy się sobie w ramiona. Przez te kilka dni chodziłam na hiszpańskim haju, ciesząc się każdą chwilą, każdym miejscem i każdym ludzkim uśmiechem.

Na haju? No tak. Uśmiech na miarę szczękościsku, wywoływany nawet przez najdrobniejszą rzecz, to normalka. Do tego dochodzą małe zaskoczenia, które w tych pozytywnych wibracjach urastają to rangi gigantów. Zastrzyk endorfin pokonuje strach, więc ze strefy komfortu wyskakuję żwawo niczym filip z konopi. A wiecie jak to jest: strefa komfortu to nudy, magia dzieje się tuż poza :)



Hiszpania mnie urzeka. Dlaczego tam tak łatwo upić się szczęściem?


Ludzie są niesamowici. Idę ulicą i tak po prostu uśmiecha się do mnie przechodzący z psem starszy pan. Pani myjąca chodnik (no tak, niektórzy myją chodnik mopem) uśmiecha się szeroko i woła, żeby uważać, bo można się łatwo poślizgnąć. W kolejce do kasy przepuszcza mnie inna Pani, która widzi, że mam tylko kilka produktów, a ona pół koszyka. A gdy otwiera się nowa kasa, nikt nie leci na złamanie karku, żeby być pierwszym i wepchnąć się przed kogoś- idą Ci, którzy mają mało, albo po prostu podeszli właśnie do kas. Nikt nie boi się zagadać do drugiego człowieka, rozmowy z przypadkowymi ludźmi są na porządku dziennym. Krótkie "miłego dnia", albo "Hola guapa", czy zwykły uśmiech sprawiają, że człowiek chodzi uśmiechnięty i radosny przez cały dzień. A gdy 3 dzień z rzędu wchodzę do tego samego tapas baru naprzeciwko mieszkania, pan już dobrze wie, że przyszłam napić się bonbón'a. Choć ciężko nawiązać tu szybko głęboką przyjaźń (Hiszpanie wbrew pozorom są dość zamknięci), gdy już się "wkupisz", możesz mieć pewność, że to przyjaźń aż po grób.

Życie płynie wolniej. Widać to nawet w dużych miastach. Ludzie mają czas dla siebie nawzajem i nawet jak się spieszą, to jakoś tak... Wolniej.

Rzeczywistość jest pełna optymizmu. Może być kryzys, może być kiepsko, ale najważniejsze jest, żeby znaleźć pozytywne strony kiepskiej sytuacji. No pasa nada i żyje się łatwiej.

Zawsze świeci słońce. A nawet jak nie świeci, to w sercach i tak świeci. Narzekanie, malkontenctwo i wieczne niezadowolenie? Nie ma mowy, w Hiszpanii można szukać tego jedynie ze świecą. 

Jedzenie zwala z nóg! Jamon serrano, boquerones czy tortilla de patatas to tylko niektóre tapas - przysmaki,  na których już sam widok szeroko się uśmiecham. Do tego dochodzą zachwycające owoce morza i kalmary, które kosztują mniej, niż w Polsce drób. Wszystko oczywiście w towarzystwie pysznego wina, sangrii, tinto de verano lub zimnego piwa.

Tapas bary zawsze zaskakują. Zamawiasz piwo i lada moment na stoliku pojawiają się do niego oliwki. W niektórych miejscach dostaniesz patats bravas, albo nawet całą kolację. Im więcej osób zamawia, tym więcej przekąsek dostaniecie. Gdy przy jednym stoliku towarzystwo zaczyna śpiewać, za chwilę śpiewa już cały bar. Możesz przyjść tu na kawę, piwo, czy tapas, poczytać gazetę, albo porozmawiać - kompan do rozmowy znajdzie się zawsze.
 

Hiszpania jest niesamowita, ale każdy ma swoje miejsce na świecie. To jedno, wyjątkowe miejsce, w którym czuje się dobrze. Miejsce, w którym problemy wydają się jakby mniejsze, a rzeczywistość trochę jaśniejsza. Miejsce, do którego chce się ciągle wracać. Nieważne, gdzie ono jest, nieważne, ile spędziłeś tam czasu. Ważne, żebyś dał sobie czas i potrafił je odnaleźć, a miłość przyjdzie z czasem.

Ja już swoje znalazłam. A Ty?
---
Spodobał Ci się ten post? Będzie mi  miło jeśli podzielisz nim na Facebooku, albo  zostawisz komentarz :)
Zapraszam Cię również na  facebook'owy fanpage!
Czytaj dalej

Costa de la Luz - najpiękniejsze wybrzeże Hiszpanii, o którym wciąż niewiele się mówi.

Samolotem można lądować w Sevilli, Maladze albo portugalskim Faro. Potem jeszcze przez chwilę czeka nas podróż drogą lądową i docieramy na miejsce. A tam? Piękne, szerokie plaże nad oceanem, oszałamiające rozlewiska, będące siedliskiem flamingów i niekończące się lasy piniowe. Charakteru nadaje też silny i porywisty wiatr, który mimo swej buntowniczej natury, dodaje temu miejscu tylko uroku. Witajcie na Costa de la Luz. Witajcie w hiszpańskim raju dla tych, który naprawdę chcą wypocząć. 

 

Czytaj dalej

Kulinarny Offtop: Makaron z chorizo, papryką i pomidorami. Na ostro, po hiszpańsku!

W Hiszpanii czuję się jak w domu. Nic dziwnego, w końcu przez dość konkretną chwilę to był mój dom. Atmosfera, ludzie i tamtejsza kuchnia sprawiają, że zawsze będę wracać tam z wielką radością (mam nadzieje, że kiedyś znowu na dłużej). Gdy jestem w Polsce, staram się nie zmieniać pozytywnego nastawienia, ale wymaga to ciągłego "sprowadzania" mojej Hiszpanii tutaj, chociażby na talerzu. Prosty przepis z chorizo w roli głównej działa jak doskonałe lekarstwo!



Czytaj dalej

Fiesty, które warto świętować w Hiszpanii choć raz w życiu.

Mówi się, że Hiszpanie to bardzo leniwy naród i ciężko zmobilizować ich do aktywności innej niż siesta lub... Fiesta! W tym drugim są zdecydowanie krajem mocno się wyróżniającym - każda okazja jest dla Hiszpanów dobra, żeby zrobić sobie wolne i wspólnie trochę się pobawić! Poniżej moje subiektywne zestawienie pięciu najciekawszych i absolutnie wartych przeżycia hiszpańskich świąt.




Czytaj dalej