Walencja - jak wygląda moja praca w Hiszpanii?

Walencja. Stało się. Wróciłam do Hiszpanii, zamieszkałam w Walencji i zaczęłam tu normalną, regularną pracę. Okej, z tą normalną się nie rozpędzam, ale moje prawdziwe, przyziemne życie w Hiszpanii rozkręciło się na dobre. Ja wiem, że mija dopiero pierwszy tydzień w tej pracy i jestem tu ogólnie zaledwie kilkanaście dni, ale właśnie dlatego moje spostrzeżenia są teraz najostrzejsze. 


Czytaj dalej

Wyprowadzam się do Walencji!

Walencja. Hiszpańskie miasto, które jeszcze trzy i pół roku temu było dla mnie po prostu hiszpańskim miastem. I to takim niezbyt popularnym, choć z opisu zdawało się mieć wszystko. Przeprowadziłam się do Walencji na cały rok i jak dobrze wiecie, szybko stała się ona moim drugim domem. Odkąd w lipcu 2014 roku wróciłam do Polski, nie było dnia, w którym nie myślałabym, co tu zrobić, żeby tam wrócić. Ale nie na weekend, tydzień, czy wakacje, tylko tak na serio. Jak to zrobić, żeby do Walencji znów się przeprowadzić?


Walencja - miasto idealne

Walencja ma wszystko, co idealne do mieszkania miasto mieć powinno. Całorocznie świecące słońce, mnóstwo parków i zieleni, szeroką, piaszczystą plażę, doskonały system rowerów miejskich (jak i całą komunikację miejską), świetne uczelnie i przepiękne stare miasto. Kawę za kilkadziesiąt eurocentów i Mercadonę na każdym rogu. Koszty życia nie odbiegają zbytnio od polskich, za to pensje zdecydowanie tak. Ludzie są tu uśmiechnięci, bo w ich głowach też zawsze świeci słońce. A nawet jak nie, to  nie narzekają na to na każdym kroku.

Nie ukrywam, że w trakcie Erasmusa ja po prostu wiodłam tu idealne życie. Choć zajęć na uczelni miałam sporo i nie obejmowała mnie żadna erasmusowa taryfa ulgowa, a w pierwszym semestrze większość czasu spędzałam w bibliotece, to był czas bez zmartwień i większych problemów. W drugim było jeszcze idealniej. Miałam świetnych znajomych, najwspanialszych współlokatorów, zawsze czas, żeby wyskoczyć na podwieczorek, czy ugotować i zjeść z przyjaciółmi wspólną kolację.   Po tak spędzonym roku w mojej głowie Walencja to wciąż miasto idealne, w którym wieść można tylko idealne życie.

Erasmus w Walencji był super, jakie będzie normalne życie?

No dobra, wyjazd na Erasmusa to jedno, przeprowadzka to drugie. Choć i tym razem nie do końca będzie to taka normalna przeprowadzka, bo jednak czasowo limitowana. Jak wspomniałam Wam w czerwcu na Facebooku, dostałam stypendium w ramach programu Erasmus+ i zimę spędzę w Hiszpanii. Uznałam, że będzie to świetny czas na odpoczynek od mojej nie-regularnej pracy, przemyślenie kilku spraw i podszkolenie hiszpańskiego. Jest już komunikatywny, ale przecież zawsze może być lepszy. Także ni to Erasmus, ni to pełnopłatna praca. Będzie nawet trudniej, niż gdybym pracowała w Hiszpanii tak o, a nie jako stypendysta. Normalna pensja w Walencji na podobnych stanowiskach jest przynajmniej dwukrotnie wyższa od stypendium, które mi przysługuje. 

Czym właściwie będę się zajmować? Najogólniej mówiąc marketingiem. Biuro mojej firmy zlokalizowane jest w samym centrum El Carmen, niedaleko Plaza del Virgen (czyli samo serce starego miasta!), całkiem blisko ogrodów Turii. Pracować będę 40h tygodniowo, z codzienną, dwugodzinną przerwą na siestę. Zobaczę, jak to jest siedzieć za biurkiem w pracy, może mi się spodoba? :)


Walencja w zimie, Walencja na wiosnę

Plan jest następujący: jutro jadę do Warszawy, gdzie w środę, w Medium Publiczne, będę gościem audycji Dominiki Sidorowicz i rozmawiać będziemy o mojej pierwszej Walencji, pracy marzeń i pewnie o Walencji numer dwa. Audycji będziecie mogli posłuchać w piątek o 21:00. W czwartek z samego rana wsiądę w samolot, żeby jeszcze przed południem wylądować na lotnisku w Walencji i rozpocząć kolejny, słoneczny rozdział mojego życia. Zgodnie z planem mam wrócić na początku kwietnia, rozliczyć program na uczelni i wrócić do pirackiej pracy. Ale wiecie jak to bywa z planami, szczególnie moimi. Sama jestem bardzo ciekawa, co Wam napiszę na ten temat w kwietniu!

To aż trzy miesiące, ale dobrze wiem, że w Walencji to tylko trzy miesiące. W tym czasie, oprócz pracy i hiszpańskiego życia po przeprowadzce, bardzo chcę pokazać Wam to moje miasto doskonałe.  Tutaj, na Facebooku, Instagramie i oczywiście Snapchacie. Próbowałam to robić, gdy byłam tu po raz pierwszy, ale umówmy się - trochę nieporadnie mi to wszystko wychodziło, praktycznie nie ma  na blogu postów z samej Walencji. Przywiozłam kilkadziesiąt tysięcy zdjęć z Erasmusa, ale samej Walencji jest tam niewiele. Teraz będzie inaczej. To największa miejska perełka, jaką było mi dane poznać w życiu i spróbuję Wam to tutaj udowodnić.

Zakochacie się po uszy, zupełnie tak, jak kiedyś ja.
---
Spodobał Ci się ten post? Będzie mi  miło jeśli podzielisz nim na Facebooku, albo  zostawisz komentarz :) Danie lajka nic Cię nie kosztuje, a dla mnie to znak, że doceniasz moją pracę.  Zapraszam Cię również na mój facebook'owy fanpage.
Czytaj dalej

Gdy życie daje Ci więcej i... Więcej! Podsumowanie 2016

Ale numer. Po raz pierwszy podsumowanie zaczęłam pisać już na początku miesiąca. Dlaczego? Pierwszego grudnia zakończyłam tegoroczne wojaże i z radością spędziłam ostatni miesiąc tego roku w domu. Poza tym tyle się działo, że podsumowania nie dałoby się napisać tak o, w jeden wieczór. Pisałam długo i powoli i tak też polecam czytać. Z kubkiem herbaty albo kawy, niespiesznie. Tak, jak kończy się ten rok.



Czytaj dalej

Wyspa Qeshm

Wyspa Qeshm była jednym z żelaznych punktów na mapie naszej wizyty w Iranie. Choć podróżowałyśmy z bardzo elastycznym planem, od początku było wiadome, że wyspy na południu kraju to absolutny "must see".  Jak już wiecie, dojazd na Qeshm do łatwych nie należał, ale przygoda, która rozpoczęła się na promie, trwała aż do dnia kolejnego. 



Czytaj dalej