Bądź otwarty na to, co przynosi życie! Podsumowanie 2015.

Kiedy minął ten rok? Nie mogę uwierzyć, że to już trzecie podsumowanie, które publikuję na blogu. Nie mogę uwierzyć, jak szybko rośnie liczba i częstotliwość moich wyjazdów i podróży. Nie mogę też uwierzyć w historie, które zdążyły się w międzyczasie zadziać. Przecieram oczy ze zdumienia i myślę sobie - życie usłane jest różami. Choć te róże mają czasem potworne kolce i tak jestem wielką szczęściarą!



Czytaj dalej

Kulinarny Offtop: Świąteczny piernik z powidłami. Bez miksowania i zagniatania!

Wigilia już za dwa dni, co oznacza, że przygotowania pewnie bardzo szczelnie wypełniają Wasze grafiki i plany dnia. W ramach oszczędności czasu, ale i dla zapominalskich, dla których tradycyjny piernik (ten, co musi odleżeć, zanim zmięknie) to już wyczyn niemożliwy, serwuję przepis na ekspresowy (nie tylko świąteczny) piernik. To jeden z najprostszych przepisów na ciasto, jakie można sobie wyobrazić!

 

Czytaj dalej

Jak zostałam piratem?

Czy ktoś z Was chciał kiedyś zostać piratem? Albo kowbojem? Albo agentem do zadań specjalnych?  Może nie od razu Bondem, ale chociaż Aniołkiem Charliego? Ja niekoniecznie. Najpierw marzyłam o byciu zawodową tancerką, później prawnikiem, aż wybrałam studiowanie psychologii. Tylko gdzieś w tak zwanym "międzyczasie" chciałam coraz więcej jeździć. Wakacje z rodzicami zawsze były ekstra, jednak ciągle było mi mało. I te nastoletnie marzenia o uczynieniu podróżowania sposobem na życie. No i wykrakałam. Co więcej, niechcący zostałam piratem i agentką do zadań specjalnych w jednym.

 


Czytaj dalej

7 rzeczy o Erasmusie, których nie powiedziałam na antenie radiowej

Bo nie zdążyłam, nie było okazji albo nie poskładałam dobrze myśli. Profesor Andrzej Mania, Prorektor ds. dydaktyki z UJ, przewodnicząca ESN AGH Ula Mayer-Gawron byli wraz ze mną gośćmi dzisiejszej audycji Przed Hejnałem w Radio Kraków. Rozmawialiśmy oczywiście o Erasmusie, a że rozmowa trwała tylko 20 minut, trudno było powiedzieć w niej o wszystkim, co ważne. Dlatego zaraz jak wyszłam ze studia, wzięłam kartkę, długopis i spisałam na gorąco swoje niewypowiedziane myśli.

 

Prof. Andrzej Mania, Ula, ja i prowadząca program Sylwia Paszkowska


Czytaj dalej

Gdzie wyjechać na Erasmusa? (Nie)typowe kierunki polskich blogerów podróżniczych.

Hiszpania w zestawieniu pojawia się tylko raz, a małe miasta są tak samo popularne jak duże. Prestiżowy Oxford, egzotyczne St. Denis, a może malutkie fińskie Valkeakoski? Gdzie warto pojechać na Erasmusa, a których miejsc lepiej unikać? Przeczytajcie koniecznie, co na temat swojego stypendium piszą polscy blogerzy podróżniczy, a potem... Koniecznie sprawdźcie, kiedy rusza rekrutacja na Erasmusa na Waszych uczelniach!


Czytaj dalej

Zwyczajna kurtka przeciwdeszczowa.

Wkrótce nadejdzie taki dzień, że błękit krystalicznego nieba pokryją najczarniejsze cumulonimbusy, a deszcz jak zacznie lać, to skończy dzień po Bożym Narodzeniu i łaskawie zamieni się w śnieg. Że to czarny scenariusz? Pewnie tak (też wolałabym śnieg na Wigilię), ale zawsze na najgorsze trzeba być przygotowanym. Nawet na to, że ulewa dopadnie nas pośrodku niczego, albo w środku wszystkiego. W maju na Mazurach albo w styczniu w centrum Dubaju. W środku lipca w Palermo, albo w marcu we Władysławowie. I co wtedy? Wtedy z pomocą przychodzi ONA. Niezawodna, niezastąpiona, przeklinana nieraz przy oglądaniu zdjęć z wakacji kurtka przeciwdeszczowa. "Absolutny must have każdego podróżnika." Zresztą, nie tylko jego. 

 



Czytaj dalej

Kulinarny Offtop: Jesienny krem z dyni.

Jesień to bardzo trudna pora roku. Póki jest słoneczna i kolorowa, większość z nas ją uwielbia, ale... Spójrzmy prawdzie w oczy - lada moment słońce zniknie za chmurami, które obficie raczyć nas będą paskudnym deszczem. Będzie ciemno, mokro i niemożliwie zimno. Mało komu będzie się chciało wyjść na spacer, nie mówiąc już o jakiś dalszych wypadach... Każdy będzie za to marzyć o szybkim powrocie do domu, wślizgnięciu się pod koc i rozgrzaniu czymś pysznym. Herbata z sokiem malinowym jest świetna, ale czasem warto iść o krok dalej i zrobić coś bardziej pożywnego. A skoro jesień to sezon na dynie, skorzystajmy z tego!


Czytaj dalej

Terenowe oblicze wyspy Rodos: przez góry, łąki i krzaki, błoto, a nawet rzeki.

W hotelowym lobby pojawił się bosy chłopak w żółtym t-shircie i czarnej czapce. Ani trochę nie wyglądał na Greka.

 - Jeep safari? - zapytał. Wstaliśmy błyskawicznie, niczym żołnierze spinają pośladki na słowo "baczność", rzuciłam radosne "yes" i ruszyliśmy za nim w stronę parkingu - Jestem Joe - przedstawił się nasz przewodnik. 

- Cześć, mam na imię Natalia - odpowiedziałam z promiennym uśmiechem. 

- Jedziemy taką małą grupą? - zapytał. 

- Tak, dziś będzie kameralnie - odparłam. Grupka rozdzieliła się między dwa samochody, a ja rzuciłam torbę na tylne siedzenie terenówki Joe i wskoczyłam na miejsce pasażera: - Ruszajmy!

 
Czytaj dalej

Autostopowa historia szybkiej greckiej frappe.

Miasteczko jest małe, białe, położone na zboczu góry, na szycie której dumnie pręży się Akropol. Na stałe mieszka tu zaledwie 700 mieszkańców. Lindos to perełka greckiej wyspy Rodos, która wpisana jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Wpadłam tu tylko na przepyszną frappe, choć chętnie zostałabym przynajmniej na długi spacer!

 


Czytaj dalej

Gibraltar w jeden dzień, czyli cząstka Wielkiej Brytanii w egzotycznej odsłonie.

Czas pędzi nieubłaganie, wakacje w Andaluzji się kończą, a wciąż zostało Ci jeszcze tyyyyle do zobaczenia? Powiem Ci coś: do Andaluzji i tak będziesz chciał wrócić! Jeśli spędzasz więc jeszcze choć jeden dzień w tym regionie Hiszpanii, zrób sobie wypad do sąsiedniej... Anglii. Tylko nie zdziw się, że będzie słonecznie i trochę egzotycznie, a ludzie mówić będą tak samo po angielsku jak i po Hiszpańsku. Gibraltar to małpy, czerwone budki telefoniczne, angielskie puby i hiszpańskie zamiłowanie do świętowania!

 

Czytaj dalej

Costa de la Luz - najpiękniejsze wybrzeże Hiszpanii, o którym wciąż niewiele się mówi.

Samolotem można lądować w Sevilli, Maladze albo portugalskim Faro. Potem jeszcze przez chwilę czeka nas podróż drogą lądową i docieramy na miejsce. A tam? Piękne, szerokie plaże nad oceanem, oszałamiające rozlewiska, będące siedliskiem flamingów i niekończące się lasy piniowe. Charakteru nadaje też silny i porywisty wiatr, który mimo swej buntowniczej natury, dodaje temu miejscu tylko uroku. Witajcie na Costa de la Luz. Witajcie w hiszpańskim raju dla tych, który naprawdę chcą wypocząć. 

 

Czytaj dalej

Kulinarny Offtop: Makaron z chorizo, papryką i pomidorami. Na ostro, po hiszpańsku!

W Hiszpanii czuję się jak w domu. Nic dziwnego, w końcu przez dość konkretną chwilę to był mój dom. Atmosfera, ludzie i tamtejsza kuchnia sprawiają, że zawsze będę wracać tam z wielką radością (mam nadzieje, że kiedyś znowu na dłużej). Gdy jestem w Polsce, staram się nie zmieniać pozytywnego nastawienia, ale wymaga to ciągłego "sprowadzania" mojej Hiszpanii tutaj, chociażby na talerzu. Prosty przepis z chorizo w roli głównej działa jak doskonałe lekarstwo!



Czytaj dalej

Czy bloger może żyć bez smartfona?

Rano wrzuciłam jeszcze zdjęcie na Instagram i poszłam do salonu. Wzbraniałam się przed tym ponad pół roku, ale zostały mi ostatnie trzy dni gwarancji, nie miałam wyjścia. Nerwowo wylogowywałam się ze wszystkich aplikacji, lub po prostu usuwałam konta i chyba ze trzy razy sprawdzałam, czy aby na pewno wszystko zgrałam. Wróciłam do domu i odruchowo sięgnęłam do torebki po telefon, żeby zadzwonić do mamy. "No tak, zaczęło się" - pomyślałam. "Detoks może i się przyda, ale jak żyć bez Facebooka, Instagrama, a przede wszystkim maila i Whatspp'a? Co z postami, wiadomościami...?". No właśnie, czy bloger może w ogóle żyć bez smartfona? 

 

Czytaj dalej

Kulinarny Offtop: Papryka faszerowana kaszą gryczaną i serem feta.

Jako dzieciak nienawidziłam kaszy gryczanej, a piątkowy obiad z kaszą i kefirem w roli głównej to był prawdziwy koszmar. Z czasem jednak wszystko się zmieniło i to do tego stopnia, że mieszkając w Hiszpanii przywoziłam sobie z Polski zapasy kaszy gryczanej i jadałam z jogurtem naturalnym solo, albo tworzyłam jej hiszpańską wersję z chorizo (pycha!). Paprykę uwielbiałam za to od dziecka i mogłam ją jeść pod każdą postacią i w każdych ilościach. Pewnego dnia postanowiłam jedno z drugim połączyć i nafaszerować paprykę kaszą z dodatkami. Dziś ten pomysł jeszcze trochę ulepszyłam i oto są tego efekty. 

 

Czytaj dalej

Berlin - idealne miejsce na babski wypad.

Beztroskie spacery po nocnym Berlinie, lunch u Chipperfielda, kolacja w Shiso i zakupy w Designer Outlet Berlin - najmodniejsze miejsca w Berlinie stanęły przed nami otworem!  A wszystko z okazji urodzin: pierwszych, drugich i dwa razy... ekhm, osiemnastych :) Czy możecie wyobrazić sobie fajniejszy prezent na (nie tylko) blogowe urodziny?

Czytaj dalej

Designer Outlet Berlin - miasteczko, w którym świat wielkiej mody jest na wyciągnięcie ręki

McArthurGlen to małe i dość nietypowe miasteczko położone niespełna 30km  od Berlina. Wszystkie małe domki są tam... sklepami. Niewielki uliczki Designer Outlet Berlin prowadzą do butików przeróżnych marek i projektantów, w których okazuje się, że cena na metce jest nieraz niższa, niż na wyprzedaży w zwykłej sieciówce w Polsce. Zapraszam do małej krainy wielkiej mody!

 

Czytaj dalej

Citybreak w Berlinie, czyli 9 miejsc które powinieneś odwiedzić podczas pobytu w stolicy Niemiec.

Choć byłam w Niemczech kilka razy, nigdy nie ciągnęło mnie za naszą zachodnią granicę. Aż do czasu, kiedy po maturze po raz pierwszy pojechałam do Berlina - cztery dni intensywnego zwiedzania pozwoliły mi zobaczyć to, co w mieście najważniejsze: Bramę Brandemburską, Alexander Platz, Wyspę Muzeów (ze zwiedzaniem wystaw wewnątrz), czy fragmenty Muru Berlińskiego. Czułam jednak, że Berlin to miasto, w którym prawdziwe życie toczy się gdzie indziej, z dala od utartych turystycznych szlaków. Od zawsze zresztą kojarzył mi się z miejscem, w którym wiele się dzieje i gdzie znajdzie się przestrzeń dla każdego. Żeby poznać Berlin potrzeba przynajmniej kilku dni, ale nawet w dwa można zobaczyć na tyle dużo, by choć trochę poczuć to miasto. Dziś polecam Wam miejsca dobrze znane jak i te, które zwykle nie pojawiają się w przewodnikach i topowych zestawieniach, a niewątpliwie warte są naszej uwagi. Zaczniemy klasycznie, skończymy artystycznie! 

 

Czytaj dalej

Mała Orla Perć, czyli z Kasprowego Wierchu na Świnicę i Zawrat.

Po Morskim Oku, Giewoncie i Rysach, Kasprowy Wierch i Orla Perć to chyba pierwsze skojarzenia, które przychodzą do głowy, gdy pada hasło Tatry. Rozpoczynający się na Zawracie najtrudniejszy odcinek w polskich górach wciąż jednak  cierpliwie na mnie czeka, bo do tej pory zawsze na przeszkodzie stawała pogoda, albo brak przygotowania w danym momencie. Ponieważ piątkowe wyjście było moim pierwszą tatrzańską wędrówką w tym roku, nie było nawet mowy, żeby startować na Kozi Wierch.  W sam raz na rozgrzewkę był jednak odcinek zwany Małą Orlą Percią, czyli przejście ze Świnicy na Zawrat. Chociaż dla mnie wcale nie była ona taka mała!




Czytaj dalej

Taka noc na długo zapadnie Ci w pamięć. 7 sposobów na tani (lub darmowy) nocleg w podróży.

Nie podróżujesz bo nie masz kasy? Słaba wymówka. W dzisiejszych czasach, gdy bilet lotniczy możesz kupić za cenę t-shirtu, jakakolwiek niemożność przemieszczania się z powodów finansowych jest dla mnie kiepskim argumentem. No tak, tylko zaraz mi powiesz, że co z tego, że dotrzesz w to super miejsce, jak zjedzą Cię inne koszta: wejściówki, jedzenie, a przede wszystkim nocleg - przecież hotele są taaakie drogie. I tu mam dla Ciebie fantastyczną wiadomość! Jest wiele innych miejsc, które mogą stać Twoim noclegiem w podróży. Co więcej - gdy spróbujesz raz, szybko nie będziesz chciał wrócić do hotelu. Przynajmniej do czasu, aż wypróbujesz wszystkie 7 propozycji.


Czytaj dalej

Czy istnieje życie po Erasmusie?

Obniżony nastrój, przygnębienie, smutek, poczucie pustki i bezradności. Do tego dochodzi drażliwość, apatia, anhedonia (zaniku odczuwania przyjemności), zniechęcenie, nieraz brak apetytu  i poczucie beznadziejności. Syndrom depresji posterasmusowej dotyka niemalże każdego, kto choć na chwilę wyjechał na studia do innego kraju, a później wrócił na swoje stare śmieci. Bo tu gdzie wrócił, czas się zatrzymał, a świat stanął w miejscu.  Jest szaro, ponuro  i wydaje się, że tak już pozostanie. 

 

 
Czytaj dalej

Baklawa - bliskowschodnie złoto dla zuchwałych.

"Orzechy, miód i ciasto francuskie" - pomyślałam po pierwszym kęsie. Na pierwszy rzut oka, a raczej smak języka, baklawa wygląda i smakuje dość oczywiście i jednoznacznie, a przede wszystkim przeraźliwie słodko. Sposób przygotowania również wydawał mi się banalny. Nic bardziej mylnego! W przepisie nie było ani miodu, ani ciasta francuskiego, a przyrządzenie baklawy to proces - choć z pozoru prosty - żmudny, niezwykle czasochłonny i wymagający ogromnej... siły. Raj dla podniebienia, piekło dla rąk i dłoni.

 

 

Czytaj dalej

5 sposobów na radzenie sobie z upałem (nie tylko w podróży).

Ależ mamy piękne lato! Słońce nie przestaje świecić, temperatury przekraczają 30'C, słowem - lato idealne. Nie rozumiem, naprawdę nie rozumiem, dlaczego już po kilku dniach upałów ludzie zaczęli narzekać. Wiem, że nie jesteśmy przyzwyczajeni do tak wysokich temperatur, jednak przez większą część roku każdy marzy o momencie, kiedy będzie mógł ubrać krótkie spodenki, albo letnią sukienkę. Przychodzi w końcu ten długo wyczekiwany moment, nadchodzi fala upałów i... po dwóch dniach narzekaniom nie ma końca. Zamiast kręcić nosem, polecam odpowiednio się przygotować i cieszyć gorącem - za chwilę znów będziemy za nim bardzo tęsknić. 

 

Czytaj dalej

#Wachlarz 2015, czyli 24h w Poznaniu.

Gdy ukazała się informacja o tegorocznym Wachlarzu, od razu kupiłam bilet na wydarzenie. Zaplanowałam przy okazji weekend w Poznaniu i cieszyłam się, że znów spotkam się z kilkoma osobami, a także będę miała okazję posłuchać tych, którzy w sferze podróży i blogowania osiągnęli naprawdę wiele. A potem zaczęły się schody i zamiast długiego weekendu, spędziłam w Poznaniu jedynie 24 godziny. Było intensywnie, wróciłam zmęczona i niewyspana, ale wiadomo - było warto!

 


Czytaj dalej

Samotne podróże? Nie bój się! Leć na Maltę i podszlifuj swój angielski.

Moim wielkim marzeniem jest samotna wyprawa po Ameryce Środkowej i Południowej. Plecak, lokalne autobusy, może autostop i ja - zdana sama na siebie i ludzi, których spotkam. Jest tylko jeden mały problem - wciąż się tego boję. Choć znam wiele samotnie podróżujących dziewczyn, na samą myśl o łapaniu stopa na skraju dżungli (cóż za abstrakcja!) ściska mnie w środku.  Mam opory żeby sama gdziekolwiek pojechać - zawsze jadę albo z kimś, albo do kogoś znajomego. I tak sobie myślę, że chyba najwyższa pora, żeby ten strach w końcu przezwyciężyć.

 

 

Czytaj dalej

Spacer cypryjskim wybrzeżem.

Kalimera! Zeszłotygodniowy wyjazd na Cypr to już druga moja wizyta na wyspie. Wyjazdy służbowe nie pozwalają jednak na podróżnicze szaleństwa na miejscu, więc każdy moment staram się wykorzystać na wyrwanie się z hotelu. Tym razem momenty miałam dwa - porwałam więc aparat i postanowiłam przespacerować się wybrzeżem. Drugi raz zaszalałam jeszcze bardziej i czwartkowy zachód słońca oglądałam na piaszczystej (i pustej!) Coral Bay Beach.

 


Czytaj dalej

Kopenhaga w 48 godzin l cz. 2

Zwiedzanie Kopenhagi w słoneczną środę było dużo przyjemniejsze niż w deszczowy wtorek. Chociaż pokonałyśmy na nogach dużo więcej kilometrów, odwiedziłyśmy Syrenkę, Christianię i Nyhavn, znalazłyśmy też czas na błogie lenistwo w ogrodzie botanicznym. Taki finał naszego wypadu sprawił, że bardzo, ale to bardzo nie chciało się nam wracać do Polski i codziennych obowiązków. 



Czytaj dalej

Kopenhaga w 48 godzin l cz. 1

Zaczęło się wyśmienicie - bilety lotnicze kupione po 19zł, nocleg w Kopenhadze załatwiony, dojazd do Warszawy też. Tylko, że pociąg się spóźnił, autobus na lotnisko odjechał, a pan kierowca kolejnego potrzebował sporo czasu, żeby dać się przekonać i zawieźć do Modlina całą grupę osób, które miały lecieć tym samym lotem. Po wylądowaniu nie dało się kupić biletu na nasz przystanek docelowy, a chłopak, który chciał nam pomóc, stwierdził, że mamy jechać w zupełnie inne miejsce, niż wynikało to z notatek Marty. Zanim doszliśmy do porozumienia, autobus oczywiście zdążył odjechać. Tym sposobem do mieszkania weszłyśmy dopiero o 2 w nocy. A wczesny ranek przywitał nas oberwaniem chmury.

 


Czytaj dalej

21 rowerowych zdjęć z Kopenhagi.

Ich widok uderzył mnie zaraz po wylądowaniu, gdy grubo po północy jechałyśmy autobusem z lotniska. Przypięte do płotów, rynien i znaków drogowych, bo - choć to niezgodne z prawem - stojaki solidnie były już przeładowane. Nieraz pozostawione bez podstawowego zabezpieczenia i zaparkowane luzem, bo nawet przy płocie zabrakło dla nich miejsca. 

Małe, duże, stare i nowe. Kolorowe rowery. 

 

Czytaj dalej

Jak spakować się do bagażu podręcznego, żeby dobrze wyglądać w podróży?

Koniec wakacji. Wchodzę na lotnisko w Chanii i od razu wiem, która kolejka czeka na lot do Polski. Widzę ludzi ubranych w różnokolorowe t-shirty "I <3 Crete", w pasie obowiązkowo przewiązany mają polar, a na ramieniu zarzucony sportowy plecaczek. No i buty - przy dobrych wiatrach widzę adidasy, ale wciąż pojawia się ponadczasowy zestaw "sandały i białe skarpetki". Brakuje mi tylko reklamówki z biedronką na żółtym tle. Znacie te klimaty?

Czytaj dalej

Spotkanie Blogerów Podróżniczych, czyli co tak naprawdę działo się w Cieszynie?

Weekend w Cieszynie, to jeden z najlepiej spędzonych przeze mnie weekendów w tym roku. Powodów wymienić mogłabym mnóstwo: w końcu nastała wiosenna pogoda, Cieszyn okazał się bardzo ładnym miastem, przez cały ten czas tylko dwa kroki dzieliły mnie od czeskich restauracji ze smaženým sýrem, a piwo w hostelowej lodówce nigdy się nie kończyło. Ale wiecie co? To pewnie byłby tylko "kolejny weekend poza Krakowem", gdyby nie TEN powód, dla którego do Cieszyna pojechałam.


Czytaj dalej

Bergamo na weekend lub tylko na przesiadkę

Na lotnisku w Bergamo byłam dobre kilka razy razy, bo z Krakowa to najlepsza opcja na połączenie do wielu miejsc w Europie (a na pewno najlepsza opcja na przelot z Krakowa do Walencji), ale nigdy nie udało mi się zwiedzić miasta. Zwykle te moje przesiadki trwały około czterech godzin, a to jednak trochę za mało czasu na spokojny wypad do centrum. Gdy planowałam więc powrót z Dubaju i okazało się, że najtańszy wariant to lot z Budapesztu do Krakowa przez Bergamo właśnie, od razu zdecydowałam, że zostanę tam na jeden dzień. Przez chwilę wahałam się, czy może pojechać do Mediolanu, ale w końcu postanowiłam zostać w Bergamo. I słusznie!


Czytaj dalej

Pisanki, mazurek i choinka, czyli typowa polska Wielkanoc.

Nie wiem jak u Was, ale w Beskidach sypnęło śniegiem. Wczorajsza aura (dzisiejsza zresztą też) zdecydowanie bardziej przypominała tę bożonarodzeniową, niż wielkanocną. Choć w domu pachnie pasztetem, sernikiem i mazurkami, ogień w kominku zachęcał do ubierania choinki, a nie dekorowania domu baziami. No to ubrałam. Jajkami. No bo jak to, tak w Święta bez dekoracji?

Czytaj dalej

Kulinarny Offtop: Meksykańskie Mole.

Zalet mieszkania z obcokrajowcami jest mnóstwo, jednak największym plusem mieszkania z Luisem było zdecydowanie wspólne gotowanie. Nie jestem w stanie zliczyć ilości posiłków, które przygotował on dla mnie przez 4 miesiące wspólnego mieszkania, cudownych smaków, które za każdym razem rozpieszczały moje podniebienie, a także ilości Miley Cyrus i amerykańskich kolęd, które leciały z głośników w trakcie naszego wspólnego krzątania się w kuchni (tak, Luis wybitnie upodobał sobie takie klimaty muzyczne i tylko wtedy budził się jego kulinarny talent). Zupy, obiadki, deserki. Guacamole, burrito, tacos, fajitas, enchiladas, quesadilas, czy lizaki z koziego mleka. Pokochałam kuchnię meksykańską na zabój, choć najbardziej upodobałam sobie... kurczaka.

Czytaj dalej

Share Week 2015 - bo czytam nie tylko o podróżach.

Dzięki tegorocznej edycji dotarłam już do (co najmniej!) dwunastu nowych, bardzo ciekawych blogów, dlatego śmiało mogę powiedzieć, że dzisiejszy wpis popełniam w ramach #12nowychmiejsc, tym razem jednak... w sieci. Andrzej Tucholski z jestkultura.pl po raz kolejny ogłosił Share Week, czyli tydzień, w którym blogerzy polecają swoim czytelnikom inne, ciekawe miejsca w Sieci.  A ponieważ nie samymi podróżami żyje człowiek, postanowiłam dziś podzielić się z Wami blogami, które na stałe zagościły na mojej liście czytelniczej i uwaga - wyjątkowo nie są blogami podróżniczymi.


http://jestkultura.pl/2015/polecamy-najlepsze-blogi-share-week-2015/?utm_campaign=coschedule&utm_source=facebook_page&utm_medium=jestKultura.pl&utm_content=Polecamy%20najlepsze%20blogi%20-%20SHARE%20WEEK%202015


Czytaj dalej

Fiesty, które warto świętować w Hiszpanii choć raz w życiu.

Mówi się, że Hiszpanie to bardzo leniwy naród i ciężko zmobilizować ich do aktywności innej niż siesta lub... Fiesta! W tym drugim są zdecydowanie krajem mocno się wyróżniającym - każda okazja jest dla Hiszpanów dobra, żeby zrobić sobie wolne i wspólnie trochę się pobawić! Poniżej moje subiektywne zestawienie pięciu najciekawszych i absolutnie wartych przeżycia hiszpańskich świąt.




Czytaj dalej

Wyślij w podróż… swoje komórki. Wpis sponsorowany wielkim sercem i ocalonym ludzkim życiem.

Łukasz jest najnormalniejszym chłopakiem na świecie, więc to idealny materiał na superbohatera :) Na rejestrację jako potencjalny Dawca zdecydował się 4 miesiące temu, więc telefon z informacją, że "jest biorca" otrzymał błyskawicznie. Nie wahał się ani chwili. W środę przeszedł pod narkozą zabieg pobrania szpiku z talerza kości biodrowej. Mimo to, za nieco ponad dwa tygodnie przebiegnie swój kolejny półmaraton. A potem maraton.

Czytaj dalej

Burj Khalifa za 200zł? Nie warto, lepiej idź na kawę.

Gdy patrzysz z daleka - czujesz, że z bliska zapiera dech w piersiach. Gdy patrzysz od dołu - odbiera Ci mowę. Kiedy wchodzisz do windy i przyciskasz jedyny w niej guzik "123 piętro", na które wyjeżdżasz w 58 sekund, buzię otwierasz nie tylko ze zdziwienia, ale i po to, żeby wyrównać ciśnienie w uszach. A potem spoglądasz z góry na to, co zostało niżej i  zastanawiasz się, czy ten widok na pewno jest wart biletu za dwieście złotych. Wizyta w Burj Khalifa - tak czy nie?



Czytaj dalej

Jak Ty lubisz najbardziej? l KONKURS!

Jako małe dziecko bardzo nie lubiłam jeździć samochodem. Gdy tylko siadałam na tylnym siedzeniu i zapinałam pasy, robiło mi się niedobrze. Kiedy trochę podrosłam, "pomagało" mi rozpinanie pasów (które dziecko lubi jeździć zapięte w pasy?), albo otwieranie okien - tak, żeby wiatr wiał we włosach (było wtedy tak filmowo!). Im byłam starsza, tym było lepiej. Zawsze jednak dziwiło mnie to, że na wakacje jedziemy tyyyle godzin samochodem, a przecież moglibyśmy polecieć samolotem. Raz, dwa i już bylibyśmy na miejscu. Dopiero później zrozumiałam, że posiadanie na wakacjach auta to wielka wygoda.

Czytaj dalej

Tak będzie w niebie. Tak jest w Beskidach.

Mam to niebywałe szczęście, że urodziłam się i dorastałam w przepięknych okolicach. Od małego chodziłam z rodzicami po górach, a na nartach zaczęłam jeździć już jako trzy - czterolatka, gdy tata zabierał mnie z przedszkola prosto na stok. Żywiec jest małym miastem, ale jak widzicie, mieszkanie tu ma swoje ogromne zalety. Na narty możesz wyskoczyć 2h przed pracą i od razu milej zacząć dzień! 



Czytaj dalej

Dubai Creek - "stare miasto" i pyszny lunch!

Najlepszy tego dnia był lunch. Wielki, hinduski lunch, popijany wodą różaną. A potem popołudniowa wycieczka i trzy souki. I płynięcie statkiem. I złoto. I piękny zachód słońca! A to wszystko w Dubaju, "na starym mieście". Tak, tak, Dubaj ma swoje stare miasto!



Czytaj dalej

Delfiny w Khasab, czyli nasz Oman Break.

Najpierw padło samo hasło: a może by tak zahaczyć o Oman?, a potem okazało się, że do Omanu to na cały miesiąc można jechać i będzie co robić. A jechać tylko po to, żeby "zaliczyć" kolejne państwo? Cóż, pokusa była wielka, jednak zgodnie stwierdziliśmy, że bez sensu tracić cały dzień na jazdę samochodem, żeby na chwilę wdepnąć do Muscatu i zaraz wracać. Poza tym, ja miałam trochę obawy, że tam to będzie bardzo niebezpiecznie, dziko i strasznie (choć pięknie). Na szczęście okazało się, że Oman bardzo pozytywnie mnie zaskoczył!


Czytaj dalej

Burj Al Arab - luksus rajskiego widoku.

Złote kurki w kranie, telewizor witający Cię po imieniu w apartamencie i TEN PRESTIŻ - takiego luksusu zażyć możesz w jedynym na świecie, siedmiogwiazdkowym hotelu Burj Al Arab w Dubaju! I wcale nie jest tak drogo, jak mogłoby się wydawać - jeden nocleg to, bagatela, tysiąc dolarów. A jeśli uznasz, że jednak drogo, to zawsze możesz hotel po prostu zwiedzić. Albo i nie.

 

Czytaj dalej

Dubaj w 10 minut.

Dziś tekstu będzie mało, a zdjęcie tylko jedno. Gdzie jest zatem obiecana niespodzianka? Ano dziś zapraszam Was do obejrzenia filmu :)

Czytaj dalej

Pustynne Safari w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Safari było jedną z pierwszych rzeczy, którą wykreśliliśmy z listy "must see/do" w Dubaju. Po pierwsze dlatego, że połowa naszej grupki już na pustyni była, a po drugie w tych okolicach to całkiem droga impreza. Przeglądając oferty jeszcze w internecie, cena za jedno popołudnie wahała się w okolicach 300 dirhamów od osoby (1 dirham to ok. 97 groszy, dla ułatwienia przyjmowaliśmy 1AED=1zł). Ponieważ wyjazd miał być oczywiście niskobudżetowy, przewidzieliśmy tylko jedną drogą atrakcję - Park Wodny, oczywiście jeden z "naj" na świecie. No i właśnie dlatego, że safari miało nie być, to było, a aquapark widzieliśmy tylko z daleka :D 


ZEA

Czytaj dalej

Na dobry początek i jeszcze lepszy koniec - Dubai Marina.

Plan na cały tydzień wyjazdu do Emiratów Arabskich miał powstać jeszcze w Polsce. Jak się domyślacie - nie powstał, bo nawet jakby powstał to i tak szybko by się zmienił. Wiedzieliśmy jednak dokładnie co koniecznie musimy zobaczyć w Dubaju, co będzie warte uwagi (jeśli zostanie nam czasu), a czego w ogóle pod tę uwagę nie bierzemy. I tak na przykład jednym z punktów, który od razu usunęliśmy, było safari, a na jednym z pierwszych miejsc widniała oczywiście Dubai Marina - zarówno w ciągu dnia, jak i w nocy.


Czytaj dalej

Jak bardzo uszczęśliwił mnie Dubaj i czy na pewno chodzi o miejsce.

Tak, trochę chodzi o miejsce. Zaczynam jednak opowieść z Dubaju od przedstawienia Wam w dużym skrócie ludzi, którzy pojawili się na naszej drodze. Bo gdyby nie oni, ten wyjazd byłby po prostu zwykłą wycieczką. Na szczęście była to wspaniała podróż, przede wszystkim przez niezwykłe historie :)

 

Czytaj dalej

Ile razy w ciągu roku chciałbyś gdzieś pojechać? I #12nowychmiejsc

Niełatwo wyściubić nos poza dom, gdy za oknem zadyma, wichrzy, sypie i mrozi. Oj, niełatwo. Wtedy najczęściej myślę sobie, jakbym to chciała leżeć na plaży, albo przynajmniej przechadzać się uliczkami jakiegoś południowego miasta, w którym świeci mocne słońce. Albo uczyć się teraz do egzaminów w Walencji, mając wizję, że w każdej chwili może wydarzyć się znów coś fajnego. Albo, że zaraz pójdę pobiegać po plaży.

A za oknem szaro, zimno i nastrój dołujący...

Gdy wszyscy erasmusowi znajomi odwiedzali się nawzajem w Europie, ja grzecznie chodziłam na zajęcia odkładając przysługujące mi nieobecności "na później". Tak, było ciężko. Było bardzo ciężko... Depresja posterasmusowa wciąż na swój sposób u mnie trwa, więc ja na swój sposób muszę sobie z nią radzić. Światełkiem w tunelu przez cały semestr był oczywiście nadchodzący wyjazd :) Ale jak dobrze wiecie, pisałam, że chciałabym przynajmniej jeden weekend w miesiącu (no, chociaż dzień!) spędzić poza Krakowem i Żywcem. I udało się! Był Wrocław, Warszawa, a w grudniu Wiedeń. I chyba chcę tak spędzić kolejny rok!


Czytaj dalej

#selfie #foodporn #nofilter, czyli #2014 na Instagramie

Witajcie w Nowym Roku!
 

Pewnie wypadałoby, żeby pierwszy noworoczny post był o planach czy postanowieniach, ale jak pamiętacie z zeszłego roku - ja nie planuję i nie postanawiam.  Mam za to coraz więcej marzeń i coraz pewniej je spełniam! Tak, niby to głupota, bo przecież to tylko zmiana nazewnictwa, ale nasz mózg jest tak skonstruowany, że "realizacja celu" czy postanowienia jest dla niego dużo trudniejsza, niż "spełnienie marzenia". Spełnianie marzeń to przyjemność, a dotrzymywanie postanowień - obowiązek. Co zatem przyjdzie nam łatwiej? :)

Czytaj dalej