Gdzie wyjechać na Erasmusa? (Nie)typowe kierunki polskich blogerów podróżniczych.

Hiszpania w zestawieniu pojawia się tylko raz, a małe miasta są tak samo popularne jak duże. Prestiżowy Oxford, egzotyczne St. Denis, a może malutkie fińskie Valkeakoski? Gdzie warto pojechać na Erasmusa, a których miejsc lepiej unikać? Przeczytajcie koniecznie, co na temat swojego stypendium piszą polscy blogerzy podróżniczy, a potem... Koniecznie sprawdźcie, kiedy rusza rekrutacja na Erasmusa na Waszych uczelniach!

 

Wyjazd do europejskiej stolicy


Jest obawa, że będzie drogo, tłoczno, a życie pędzić będzie szybciej niż gdziekolwiek indziej. Niektórzy jednak zdecydowali się na studia w jednej z europejskich stolic i... No właśnie, czy to był dobry wybór? Dla Karoliny z bloga ethnopassion zdecydowanie tak, choć nie szukała daleko i Erasmusa postanowiła spędzić w pobliskiej Pradze:

Będąc na trzecim roku studiów postanowiłam odkryć kulturę naszych najbliższych sąsiadów (a przynajmniej moich, bo pochodzę z Cieszyna ;)) i udałam się na wymianę Erasmus do czeskiej Pragi. Mogłoby się wydawać, że to mało egzotyczny wybór, jednak żyjąc przez rok w kraju bliskim kulturowo Polsce, uświadomiłam sobie, że jednak Czechy różnią się od naszego kraju w wielu aspektach. W czasie roku akademickiego spędzonego w Pradze miałam szansę poznać czeską kulturę od podszewki. Było to możliwe dzięki temu, że zdecydowałam się zamieszkać z Czechami, a także większość zajęć, które wybrałam, prowadzonych było w języku Haszka. Dzięki temu nauczyłam się płynnie mówić po czesku, spotkałam wspaniałych ludzi, zwiedziłam trochę Republiki Czeskiej, jednak przede wszystkim poczułam się tam jak w domu, do którego od trzech lat wracam z przyjemnością. Plusy i minusy spędzenia Erasmusa właśnie w Pradze? Ja widzę same plusy! Piękne miasto z bogatą historią, pyszne jedzenie i kultura picia piwa, a przede wszystkim przesympatyczni ludzie, od których Polacy mogliby uczyć się luzu oraz bezproblemowego i pozytywnego podejścia do życia. Ahoj!


Europejską stolicę wybrała też Agnieszka z bloga Zależna w podróży, która prawie przez rok mieszkała w Paryżu:

Byłam jeszcze dzieckiem, kiedy stwierdziłam – Paryż! To jest moje miejsce na świecie. Miejsce do którego chcę jechać, w którym chcę się zakochać, w którym zostanę być może na zawsze. Do osiemnastego roku życia odwiedziłam je trzykrotnie, przeczytałam dziesiątki książek o nim, obejrzałam setki filmów. W końcu przez rok studiowałam filologię francuską i... pojechałam. Spędziłam w Paryżu dwa semestry. A raczej na jego pograniczu – w nowym mieście Marne-la-Vallée, które możemy traktować jak przedmieścia francuskiej stolicy.

Niestety – Paryż jest wspaniały, być może. Ale wspaniały jest wtedy, gdy ma się pieniądze na korzystanie z jego uciech. Śniły mi się wystawy, teatry, kina, restauracje i imprezy, ale nie wzięłam pod uwagę, że wstęp na imprezę to 20 euro, na wystawę 18 euro, do kina 10 euro, piwo w całodobowym pubie to kolejne 10 euro, a jedzenie dobre jest głównie w tych lepszych restauracjach (40 euro za posiłek). A ja przecież byłam polską studentką ze stypendium 500 euro, z czego 450 szło na rachunki! 

Plusy: darmowe muzea, estetyka miasta, dobre towarzystwo. Minusy: częste strajki, niski poziom kursów na uczelni (przynajmniej mojej), brud na ulicach i przede wszystkim – ceny! Plus największy: spacer nad Sekwaną jest wciąż za free ;) 


Agnieszka chciała narzekać trochę dłużej, ale jej na to nie pozwoliłam, bo krytyczny głos ze stolicy płynie także z Danii. Na przedmieściach Kopenhagi studiowała na przykład Wiola (starczewska.com):

Na Erasmusie byłam w Danii. Studiowałam na Uniwersytecie Roskilde, to jest jakieś 30 minut pociągiem od Kopenhagi. Mieszkałam w samej stolicy Danii, bo więcej się tam dzieje. Sam kampus Roskilde jest pusty. Byłam trochę zawiedziona, bo w Polsce życie studenckie jest pełne przygód i nowych znajomości. Erasmusi przyjeżdżający do naszego kraju wpadają pod skrzydła Erasmus Student Network. Ja w Danii byłam trochę samotna. Ludzie są tam nastawieni bardziej indywidualistycznie, a wysokie ceny w barach nie sprzyjają długiej integracji. Uważam też, że miałam zbyt niskie stypendium (400 euro, rok 2012). Mimo wszystko bardzo podobały mi się moje zajęcia. Nie trzeba było wkuwać samej teorii, wykładowcy byli sympatyczni. Studia w Danii to zupełnie nowa jakość kształcenia - to zdanie mogłoby być sloganem reklamowym. Ale to prawda, pół roku na Erasmusie sprawiło, że rozwinęłam swoje zainteresowania i a tip top nauczyłam się angielskiego. 

Czy polecam? Tak, ale nie na Erasmusa. Polecam wyjazd na całe studia, wiele kursów w Danii prowadzonych jest po angielsku. Myślę, że jest to dobra inwestycja w przyszłość. Jeśli ktoś potrzebowałby więcej informacji ta temat studiowania w Danii, czy też samego życia w skandynawskiej stolicy, piszcie na adres e-mail podany na blogu.


 
Czekaliście na Hiszpanię? Oto i ona! Kasia z Połącz kropki, pojechała na Erasmusa do Madrytu:

Spędziłam pół roku w Madrycie w ramach Erasmusa. Stolica Hiszpanii na pewno nigdy nie śpi, a bary pękają w szwach od głośnych i ekstrawertycznych mieszkańców. W Madrycie zawsze coś się dzieje, nie ważne czy jest weekend czy środek tygodnia. Mamy do wyboru dużą ilość kultowych klubów, knajp, więc nie brakuje miejsc na integrację. Madryt jest na tyle duży, że każdy znajdzie coś dla siebie – liczne parki, muzea, wystawy, knajpy, lokalne fiesty. Zwiedzać można do woli. Ponad to organizowane są liczne wycieczki (nie tylko przez ESN, ale i przez inne organizacje) do pobliskich miejscowości – Segovia, Avila, Salamanca, Toledo, Alcala de Henares. Jest w czym wybierać i spokojnie w każdy weekend można wyjeżdżać w inne miejsce pod Madrytem. Ponad to ESN organizuje spotkania językowe, gdzie każdy może praktykować dowolny język. Nie brakuje także takich eventów jak wyjście na łyżwy, zwiedzanie miasta, smakowanie tapas czy wspólne uprawianie sportów. Codziennie można robić coś innego, a wieczory spędzać na różnorodnych imprezach. Niestety nie wszystko wygląda tak kolorowo. Wbrew temu co słyszy się dookoła, na uczelniach w Madrycie trzeba się uczyć, a osoby z wymiany nie zawsze mają ulgi czy łatwiejsze egzaminy. Najczęściej przedmioty są w jęz. hiszpańskim, tych po angielsku jest niewiele. Przynajmniej na mojej uczelni tak było. Poza tym warto mieć na uwadze, że Hiszpanie są bardzo powolni, spóźnialscy i zazwyczaj na uczelni czy w urzędzie nie załatwi się wszystkiego od ręki. Mimo wszelakich trudności polecam to miasto. Nawet wtedy kiedy jest 35 stopni C ciepła i brak dostępu do morza:) W Madrycie jest wiele możliwości, a uczelnie są na wysokim poziomie. Na brak aktywności nie możemy narzekać. Czego nie można powiedzieć o punktualności autobusów. Polecam!:)


Wśród plusów Kasia wymienia między innymi pogodę, jedzenie i wielki luz mieszkańców, ale widzi też minusy: Madryt jest drogi, a w większości mieszkań na próżno szukać ogrzewania. Nie wiem jak z ogrzewaniem, ale z pogodą w Londynie na pewno nie było lekko. Mimo to, Wszędobylska Ania i tak to miejsce poleca.

Podczas studiów dwukrotnie wyjeżdżałam na zagraniczne uczelnie – pięć miesięcy spędziłam na Erasmusie w Mediolanie, rok studiowałam też na prestiżowym Imperial College w Londynie. Do Anglii wyjechałam na własną rękę - po wcześniejszym kontakcie z moim przyszłym wydziałem złożyłam odpowiednie dokumenty i zostałam przyjęta jako “Visiting student”. Pozostało mi jedynie uiścić czesne oraz pakować walizki. Rok spędzony na Imperial College London wspominam bardzo pozytywnie – podobał mi się sposób prowadzenia zajęć (wszystkie materiały były zawsze dostępne dla studentów na serwerze), podejście do studentów (wszyscy zawsze starali się pomóc w danej sytuacji), łatwość załatwiania spraw (bez zbędnych kolejek do dziekanatu), ale przede wszystkim metody nauczania. Wykładowcy kładli duży nacisk na rozwój we własnym zakresie oraz pracę w grupie, a nie tylko bezmyślne wkuwanie na pamięć. Do tego należy dodać bogatą ofertę zajęć dodatkowych oraz świetnie przygotowany kompleks sportowy. Bardzo przypadł mi do gustu plan zajęć, codziennie w południe wszyscy mieli przeznaczone dwie godziny na lunch. Oprócz tego mogłam podszlifować swój angielski techniczny, a że musiałam dobrać jeszcze jeden lektorat, to podszkoliłam francuski.


 Jeśli nie stolica, to może po prostu duże miasto?


W Mediolanie spędziłam pięć miesięcy na Politecnico di Milano. - opowiada dalej Ania. - Zajęcia odbywały się tutaj głównie w języku włoskim, którego zaczęłam się uczyć dopiero po przyjeździe do Włoch. Studia w Mediolanie wyglądały zupełnie inaczej niż w Londynie, tu nikt się niczym zbytnio nie przejmował, wszystko można było załatwić, tylko trzeba się było nachodzić i poczekać kilka dni, bo jak to we Włoszech wszystko jest piano piano. I to właśnie na Politecnico di Milano po raz pierwszy zdawałam egzamin przez Skype’a. Ze studiów we Włoszech wróciłam bogatsza o podstawy języka włoskiego, ale miłością do miasta nie zdążyłam zapałać. Porównując obie uczelnie, to osobiście poleciłabym wyjazd do Anglii.

Na duże miasto zupełnie nie narzekała natomiast Kinga, autorka bloga Floating my boat. Postanowiła odczarować... Niemicy i zdecydowała się na wyjazd do Monachium.

 

Że pojadę na Erasmusa, wiedziałam jeszcze zanim poszłam na studia. Nie wiedziałam jednak, że to właśnie od tego zacznie się mój podróżniczy głód. :D Co do miejsca podjęłam decyzję na trzecim roku studiów i padło na Niemcy. Uwielbiam duże miasta, więc spośród dziesiątek dostępnych uniwersytetów wybrałam LMU w Monachium. I to był strzał w dziesiątkę! Pół roku, które spędziłam właśnie na wymianie było najintensywniejszymi z całych moich studiów. Przy LMU działa MESA (Munich Erasmus Students Association), która prężnie organizuje studentom czas i można być pewnym, że imprezy i wycieczki będą udane. Stammtisch w środy, tandemy językowe, sobotnie wycieczki po mieście zgodnie z zasadą „the more, the merrier”, niedzielne wycieczki do pobliskich miasteczek (Pasawa, Ingolstadt, Ratyzbona!) no i weekendowe imprezy. LMU to także jeden z lepszych (według Bawarczyków najlepszy!) uniwersytet w Niemczech i zajęcia naprawdę trzymają poziom. Poza tym, Monachium leży w bliskim sąsiedztwie z Alpami. Wystarczy godzina w pociągu i można podziwiać oszałamiające krajobrazy. Najlepsze jednak jest to, że od mojego Erasmusa minęły już cztery lata, a ja NADAL mam kontakt z wieloma znajomymi z tamtych czasów i często się odwiedzamy. Szczerze mówiąc, jedynym minusem mogą być ceny – Monachium nie należy do  najtańszych miast jeżeli chodzi o wynajmem pokoi. Poza tym – mogę tylko polecać. 


A gdyby tak zamieszkać w jednym z najludniejszych i największych miast świata? Mucha w sieci, czyli Paulina, wybrała Stambuł i zakochała się w nim od pierwszego wejrzenia.

 

Jeżeli Erasmus to tylko w Stambule! Dużo osób przyzna mi rację, a jeszcze więcej powie, że opowiadam bzdury. No tak niestety z tym Stambułem jest – same skrajne opinie i emocje. Ja zakochałam się ekspresowo - już po godzinie od lądowania... i od razu postanowiłam przedłużyć stypendium na cały rok! I te 12 miesięcy nie były wcale jedną wielką imprezą! Muszę się w końcu przyznać, Erasmus to charówa, roboty miałam co niemiara! :) Przeprawy z Europy do Azji, mieszkanie przy Istiklal Caddesi (1,5 km imprez, ekhm), najpiękniejsze zabytki świata na wyciągnięcie ręki, cotygodniowe tanie bazarki z ciuchami, darmowe słodycze w sklepiku obok, sto rodzajów kebabu i baklawa, która krzyczała do mnie „Mamoooo!” z każdej witryny, palenie fajki wodnej z widokiem na Most Bosforski, szalone autostopy do pobliskich miast, rowerowe weekendy na Wyspach Książęcych, spanie na plaży nad Morzem Marmara, darmowe koncerty i pierwszy występ w telewizji, hektolitry wypitej herbaty, kilogramy zjedzonych pistacji, miliony kwitnących tulipanów, fajerwerki nad cieśniną z każdej okazji, wspaniali przyjaciele... A do tego wszystkiego codzienne jeżdżenie metrobusem do szkoły (godzinę, albo i dwie!), 4 sesje egzaminacyjne, dorabianie jako cat sitter, setki procedur i długie godziny spędzone na policji, wieczny brak pieniędzy, niekończące się korki i tłumy ludzi na ulicach! Czy muszę pisać więcej? Chcę jeszcze! :)

 

Erasmus w małym mieście też ma swoje uroki!


Można wybrać małe miasto, albo maleńkie miasteczko, na przykład fińskie Valkeakoski, do którego pojechała Kamila z bloga Kami and the rest of the world.

Moja uczelnia nie proponowała popularnych kierunków na Erasmusa. Z tych ciekawszych miałam do wyboru Grecję (Kretę), Belgię lub Finlandię, i do końca tak naprawdę zastanawiałam się między dwoma pierwszymi. Nagle zmieniła mi się koncepcja i w ostatniej chwili, rzutem na taśmę wybrałam Finlandię. W końcu do Grecji czy Belgii można łatwo wybrać się na wakacje, a Finlandia (wtedy) była dość trudno dostępnym kierunkiem. Dodatkowego smaczku dodawał fakt, że o moim przyszłym miejscu zamieszkania - miasteczku Valkeakoski - ani ja, ani nikt inny wcześniej nie słyszał. Miejscowość ta znajduje się 150km na północ od Helsinek, 30km na południe od Tampere, wokół są piękne lasy i jeszcze piękniejsze jeziora, a w samym Valkeakoski nie ma nic (może oprócz fabryki papieru, z której przy niekorzystnym wietrze śmierdziało zgniłą kapustą). Czy poleciłabym Valkeakoski na Erasmusa? Jak najbardziej! Fantastycznie było poobserwować małomiasteczkową Finlandię, ale byliśmy na tyle blisko większych atrakcji, że w razie potrzeby wycieczka do dużego miasta czy nawet poza kraj nie była problemem. Dodatkowo było nas tam około 40 studentów z Erasmusa, nasza uczelnia też była niewielka, więc po tygodniu wszyscy wszystkich znali i się zaprzyjaźnili. Dzięki temu, że siłą rzeczy byliśmy na siebie skazani znajomości te były bardzo trwałe i nawet dziś, prawie 9(!) lat później dalej jesteśmy w kontakcie i się spotykamy. I to jest dla mnie największy plus studiowania w niewielkim miasteczku. Bo nie miejsce jest najważniejsze, a ludzie. I taka zaściankowość zdecydowanie sprzyja nawiązywaniu przyjaźni! A samo Valkeakoski też okazało się przyjemnym miejscem, szczególnie jak stopniały śniegi, i mimo że nie było najciekawsze to nudzić się tam nie mogliśmy!


Jeśli jednak na samą myśl o Finlandii robi się Wam zimno, to proponuję Portugalię! O studenckiej miejscowości Coimbra słyszałam wiele, a swojego Erasmusa spędziła tam  między innymi Kami Everywhere

Chciałam wyjechać na wymianę do typowego studenckiego miasta, aby odpocząć od mojego codziennego warszawskiego życia. Na wyjazd do Coimbry namówili mnie lizbońscy znajomi, którzy podkreślali, że nie ma lepszych imprez w Portugalii, niż w Coimbrze. Nie musieli mnie długo namawiać – w tamtych czasach byłam bardzo imprezowym zwierzęciem

Coimbra byłaby zwyczajnym miasteczkiem, gdyby nie jeden z najstarszych uniwersytetów w Europie, który został tam założony już w 1290 roku. W ciągu roku akademickiego miasto jest pełne studentów, którzy dumnie chodzą w swoich capas i przypominają Harrego Pottera.

Niewątpliwymi plusami coimbrzańskiego Erasmusa jest bogate życie nocne oraz ceny dostosowane do kieszeni studentów (mam tu na myśli zarówno kwestie wynajmu pokoju, jak i spędzenia wieczoru w knajpie lub barze). Poza tym mamy możliwość obcowania z tradycją uniwersytecką, która jest nieporównywalnie bogatsza od polskiej.

Mimo tego, że bez wahania polecam Coimbrę na wymianę, to chciałabym podkreślić, że studiowanie tam ma ​kilka mankamentów. Przede wszystkim uniwersytet oferuje mało zajęć po angielsku i bez przynajmniej podstawowej znajomości portugalskiego może być ciężko. Poza tym Coimbra jest stosunkowo małym miastem, gdzie co chwilę wpada się na kogoś znajomego, więc jeśli ważne jest dla Was poczucie anonimowości, to lepiej wybierzcie Lizbonę lub Porto.



Teraz coś dla miłośników Francji, którzy chcieliby studiować w kraju serów i wina, ale niekoniecznie w Paryżu. Kinga vel Gadulec zamieszkała w Clermont - Ferrand, niedaleko... Wulkanu. 

Na 3 roku studiów spędziłam jeden semestr w Clermont-Ferrand w centralnej Francji. Jest to dość małe miasto, położone blisko wulkanu, w bardzo malowniczej okolicy (blisko Vichy, w którym powstają znane na całym świecie kosmetyki). Poznałam fantastycznych ludzi, z całego świata. Z niektórymi mam kontakt do dziś. Nie chodziłam codziennie na szalone imprezy, bo w Clermont nie zawsze działo się coś ciekawego. Za to poduczyłam się języka francuskiego i zobaczyłam jak wygląda system nauczania w innym kraju. Najadłam się bagietek i serów-śmierdziuchów za wszystkie czasy. Doceniłam Polskę między innymi dlatego, że okazało się iż w naszym kraju biurokracja wcale nie jest na najwyższym poziomie. W dodatku panie urzędniczki we Francji wolą pić kawę i jeść lunch niż komuś pomóc. Dzięki Erasmusowi znam lepiej samą siebie, wiem, że poradzę sobie praktycznie w każdej sytuacji. Utwierdziłam się też w przekonaniu, że moją największą pasją są podróże (odwiedziłam Lyon, Poitiers, Paryż czy Bordeaux), a Francuzi tak naprawdę są mili i niezadufani w sobie, tylko trzeba ich lepiej poznać. Uważam, że taka wymiana studencka to ogromna szansa, której nikt nie powinien zmarnować!


Jeśli ktoś chciałby spędzić Erasmusa u naszych zachodnich sąsiadów, ale w dużych miastach nie czuje się zbyt dobrze, Emilia z bloga Emi w drodze poleca Kiel.

Położona na samiutkiej północy Niemiec Kilonia (Kiel) to portowe miasto studenckie, idealne dla miłośników sportów wodnych, pięknych plaż i... studentów medycyny. Latem odbywa się tam Kieler Woche - jedne z największych regat świata. Spędziłam tam na Erasmusie rok i wyjeżdżając byłam przekonana, że prędzej czy później wrócę. Teraz nie mogę uwierzyć, że zamiast tego trafiłam do kraju, który jest zupełnym przeciwieństwem Niemiec;)

Plusy Erasmusa w Niemczech?
- Wszystko działa tam jak w zegarku! Formalności były łatwe do załatwienia i prowadzono nas przez to wszystko jak za rękę.
- Do domu było blisko, zdarzało mi się wyskoczyć nawet na weekend.
- Wiele rzeczy (jedzenie, kosmetyki) jest tam tańszych niż w Polsce, więc z erasmusowego stypendium żyło się lepiej niż w Polsce po studencku. Dodatkowo pracowałam tam i udało mi się odłożyć pierwsze większe pieniądze na podróże po Europie.
- Do profesorów zwracaliśmy się na "Ty" i jak najbardziej wskazana była dyskusja i zadawanie pytań, co dla nas, studentów z Polski, było szokiem. Zajęcia prowadzone były super ciekawie - w ramach studiowania geografii mieliśmy tam np. przedmiot "wyspy świata", na którym wykładowca pokazywał swoje zdjęcia z podróży w tropiki.
- oprócz erasmusowców jest tam mnóstwo doktorantów i stypendystów z całego świata - w akademiku miałam sąsiadów m.in z Ghany czy Afganistanu...
- Rowerem jeździ się tam świetnie - na zakupy, na imprezę, po śniegu...
Minusy? Chyba tylko jeden - pogoda! A dla imprezowiczów - to nie wieczna fiesta jak w Hiszpanii...(choć dla mnie to akurat plus!) 


Czy jest tu ktoś, kto marzył o studiowaniu w Hogwarcie? Tam na Erasmusa chyba jeszcze nie przyjmują, ale zawsze można wybrać się do Oxfordu. A to już tylko rzut beretem (tiarą!) od uczelni Harrego Pottera! Chociaż Tropicielka Magda nie wspominała o zajęciach z magii, poleca wyjazd z całego serca ;)

Zawsze wydawało mi się, że studia w Oxfordzie to strasznie wielka i prestiżowa rzecz. I to prawda - Uniwersytet Oxfordzki jest przecież jednym z najlepszych na świecie. Ale w samym Oxordzie nie jest jedyna uczelnią wyższą, a to oznacza większe możliwości wyjazdu do samego miasta w ramach programu Erasmus. Ja spędziłam semestr na Oxford Brookes University i bardzo sobie to chwalę. Mieszkałam w malutkim pokoju w przyjemnym akademiku pełnym innych studentów z wymiany, położonym blisko parku centrum miasta. Oxford nie jest dużym miastem i jest w nim pełno studentów. College's najsłynniejszego uniwersytetu na świecie można zwiedzać, to tutaj nagrywano niektóre sceny do Harrego Pottera, Lewis Caroll napisał Alicję w Krainie Czarów, a J. R. R. Tolkien Władcę Pierścieni. Miasto ma swój niepowtarzalny, brytyjski klimat. Dodatkowo jest położone blisko Londynu i bardzo dobrze z nim skomunikowane, więc dziennie wycieczki do stolicy na zwiedzanie, albo zakupy są bardzo łatwe do zorganizowania. Jedyny minus jako miejsca na Erasmusa jaki przychodzi mi do głowy to fakt, że Wielka Brytania nie jest niestety najtańszym państwem na wymianę zagraniczną. W porównaniu z Polską jest dość drogo. Poza tym bardzo polecam! W końcu jeśli nie Oxford, to co?


 Czas na egzotykę!

 

Niby Francja, ale zamiast wycieczki w Alpy, po zajęciach idzie się popływać w... Oceania Indyjskim. Antonina (antonita.pl) postanowiła wyjechać trochę dalej i spędzić swojego Erasmusa na francuskiej wyspie La Reunion.

Wymiana studencka na drugiej półkuli, gdzieś na Oceanie Indyjskim, jakieś 900 kilometrów od Madagaskaru. Myślicie, że to niemożliwe? A jednak mi się udało! W 2010 wyjechałam na Erazmusa do Francji… a dokładniej na wyspę La Reunion, francuski departament zamorski numer 974. Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu na którym w tym czasie studiowałam Turystykę i Rekreację ma umowę na wymianę z Universite de la Reunion, na kierunku Gestion des Activites Touristiques (wydział IAE Reunion).

Uniwersytet mieści się w stolicy wyspy, St Denis. Główny kampus i pięć akademików znajdują się w dzielnicy St Clotilde, około pół godziny autobusem od centrum miasta. Standard akademików jest różny, ja mieszkałam w takim “średnim” - jedna kuchnia i lodówka na całe piętro, toalety i prysznice koedukacyjne. Zajęcia na uczelni odbywają się tylko i wyłącznie po francusku - z zerową lub bardzo minimalną znajomością języka może być bardzo ciężko. Ja z moim średnio zaawansowanym francuskim ledwo dawałam radę na początku, ale fakt że jest to jedyny sposób na komunikację z nauczycielami czy na załatwianie ważnych spraw w dziekanacie daje kopa do nauki. 

Wymiana na Reunionie to była nie tylko nauka, ale też zwiedzanie tej pięknej wyspy, która ma naprawdę wiele do zaoferowania. Plaże, wodospady czy aktywny wulkan - to tylko niektóre z walorów przyrodniczych Reunion. Można tu plażować, surfować, nurkować, wędrować po górach, zobaczyć z bliska erupcję wulkanu, odkrywać niesamowicie bogate dziedzictwo kulturowe wyspy czy udać się na koncert maloyi lub segi. Można też polecieć na krótką wycieczkę na Mauritius lub Madagaskar. Erazmus na La Reunion to było zdecydowanie najlepsze doświadczenie w moim życiu, wielka przygoda, stawienie czołu wielkiej nieznanej. Przywiozłam stamtąd mega wspomnienia, piękne zdjęcia i międzynarodowe przyjaźnie. Polecam :)


Ile osób, tyle pomysłów. Jedno jest pewne: każdy znajdzie coś dla siebie. Wciąż Wam mało? No to będzie bonus i to też całkiem egzotyczny. Jeśli Twoja uczelnia nie oferuje żadnego kierunku, który choć trochę by Cię interesował (chociaż umówmy się, każde miejsce na swój sposób może być fajne) zawsze możesz poszukać innego programu. Kuba (rodzynek w tym zestawieniu), czyli Sądecki Włóczykij pojechał na przykład do stolicy Albanii, Tirani.

Poczuć atmosferę studiowania w jednym ze zwariowanych krajów bałkańskich chyba chciałby każdy. Mnie się udało spędzić miesiąc na wymianie CEEPUS w stolicy Albanii - Tiranie. Wymiana działa podobnie jak ERASMUS jednak dotyczy krajów Europy Środkowej i Południowej. Przez cały czas uczęszczasz na wybrane przez siebie zajęcia i poznajesz klimat uczelni. Politechnika w Tiranie nie należy do wiodących uczelni w kraju, więc i niewiele ode mnie wymagano. Mnóstwo czasu na wycieczki po kraju, zwiedzanie stolicy, a przede wszystkim na poczucie się jak prawdziwy mieszkaniec Albanii. Najlepsze doświadczenie w życiu!
PLUSY CEEPUSA: 
- zapewnione ubezpieczenie i stypendium na miejscu od uczelni goszczącej,
- możliwość studiowania w takich krajach jak Albania, Bośnia i Hercegowina, Macedonia, Serbia, Bułgaria,
- luźny plan zajęć, wymiana nastawiona na zawieranie znajomości międzynarodowych,
- umowy "ceepusowskie" mają zawarte większość uczelni państwowych w Polsce, trzeba popytać!
- zakwaterowanie ze śniadaniem w hotelu:-)
MINUSY CEEPUSA:
- biurokracja jaką trzeba wykonać w Polsce przed wyjazdem,
- niepewność, co do samego wyjazdu, ponieważ uczelnia goszcząca musi znaleźć fundusze na studenta,
- dojazd na Bałkany poza sezonem jest utrudniony, a autostopem z walizkami jednak trudno:-)


 

Jest jeszcze jedno miasto, które moim zdaniem jest absolutnie najlepszym miejscem na wyjazd - Walencja! Wróciłam tu nawet na kolejnego Erasmusa! Jeśli chcesz poczytać, jak wygląda życie w Walencji w czasie mojego Erasmusa+ koniecznie kliknij tutaj. O samej pracy w Walencji poczytać możesz z kolei tutaj. A że o moim Erasmusie sporo już pisałam, zapraszam do zakładki Erasmus - tam znajdują się wszystkie posty, które powstały w tym temacie do tej pory. Jeśli w Twojej głowie pojawiły się pytania związane z wyjazdem, spróbuj poszukać na nie odpowiedzi w poprzednich wpisach. Oto niektóre z nich:

--> Czym kierować się przy wyborze miejsca na Erasmusa?

Gdyby jakaś erasmusowa sprawa wciąż spędzała Ci sen z powiek, koniecznie do mnie napisz! Szczególnie, że przed wyjazdem musisz przecież wyspać się na zapas ;)

A może ktoś z Was był już na Erasmusie? Które miejsca polecacie, a od których radzicie trzymać się z daleka? 
---
Spodobał Ci się ten post? Będzie mi  miło jeśli podzielisz nim na Facebooku, albo  zostawisz komentarz :)
Zapraszam Cię również na  facebook'owy fanpage!


36 komentarzy :

  1. Mega kierunki!!!! Almeria wypada w tym zestawieniu trochę blado, ale i tak było cudownie :)) Polecam chętnym na Erasmusa w mniejszym mieście.

    OdpowiedzUsuń
  2. Każde miejsce ma swój urok, w końcu Erasmus to Erasmus :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Dokładnie :D i w sumie nie tyle co miejsce liczą się ludzie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiola Starczewska10 listopada 2015 22:58

    Mam takie samo zdjęcie z Coimbry! Po Erasmusie i dwóch Wolontariatach Europejskich stwierdzam, że najlepszym doświadczeniem są małe miasteczka. Takie nieprzewidywalne i oryginalne. I nie będzie wam tak bardzo brakować pieniędzy!

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow, super się to czytało! Ile osób zaczęło większe podróżowanie od Erasmusa właśnie ;)
    Ja właśnie jestem na półmetku mojego drugiego Erasmusa (teraz Stambuł, wcześniej Zagrzeb) i trzeciej wymiany studenckiej (wcześniej Indie!) i uważam, że to wręcz zbrodnia nie skorzystać z takiej okazji!
    Once Erasmus forever Erasmus :)


    Zapraszam do mnie po dawkę egoztyki
    www.aywander.wordpress.com :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kurczę, chciałabym pojechać. Ale to dopiero na ostatni semestr magisterki, żeby mój chłopak mógł pojechać ze mną. A zresztą, zobaczymy co przyniesie przyszłość :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Po pierwsze, fajnie że zebrałaś w jednym miejscu opinie blogerów o różnych erasmusowych destynacjach. Świetnie Ci to wyszło. Nie bez kozery mówi się, że Erasmus to doświadczenie, które zmienia ludzkie życia - trzeba tego spróbować! Ja swojego Erasmusa spędziłam w Ankarze, a właściwie w całej Turcji, bo wymianę wykorzystałam na maxa i zwiedziłam kraj od północy po południe i od wschodu po zachód :) Powolutku zaczynam opisywać ten wyjątkowy czas na moim świeżutkim blogu podrozewciemno.pl. Oczywiście zapraszam ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Właśnie się zastanawiam, gdzie szukać praktyk i coraz bardziej skłaniam się ku czemuś mniejszemu niż Walencja ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Też uważam, że to zbrodnia nie korzystać! Nie mogę przeboleć, że tak późno pojawiła się możliwość wyjazdu na drugiego Erasmusa, bo już się nie złapałam. A z jakiego programu byłaś w Indiach? :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeśli masz możliwość to jedź nawet dwa razy i to na cały rok akademicki! Zobaczysz, nie pożałujesz ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziękuję :) Ja też na maksa wykorzystałam ten czas, a mimo to jeszcze wiele miejsc w Hiszpanii czeka na to, aż w końcu je poznam. I zgadzam się z Tobą w stu procentach - wyjazd na Erasmusa zmienia wszystko ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja poszłam na kolejne studia, żeby jeszcze wyjechać na Erasmusa ;p Jeszcze Erasmus Mundus to super opcja, nie dość, że egzotycznie, to jeszcze 1000 euro/msc! Możesz iść na studia dla samego wyjazdu, to nie grzech haha.
    W Indiach byłam w ramach umowy bilateralnej między uczelniami, więc troche inne zasady, brak stypendium etc., ale najlepszy wyjazd w życiu ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Agnieszka/Zależna w podróży11 listopada 2015 17:21

    Ależ wywołałaś wspomnienia! Tak, mogłabym narzekać długo długo, ale co przy tym obejrzałam zdjęć z wspaniałych momentów, to moje. Dzięki za to pytanie!

    OdpowiedzUsuń
  14. Pojechałabym jeszcze raz! Tylko już jest za późno, bo chyba miejsca się już skończyły poza tym za dużo mam na głowie. Ale każdemu kto może jechać jeszcze raz powtórzę - nie zastanawiaj się, tylko JEDŹ! Erasmus to nie tylko imprezy, alkohol i romanse. To też szansa na podszkolenie języka, poznanie niesamowitych ludzi zewsząd, otwarcie się na wszelkiego rodzaju inność i świetna okazja, żeby podróżować po danym kraju czy okolicy.

    OdpowiedzUsuń
  15. Przeczytałam z żalem, że tyle mnie w życiu ominęło. Erasmus to jest moje wielkie niespełnione marzenie z młodości:) Na pewno kierowałabym się gdzieś do Poludniowego miasta:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Łukasz | Kartka z Podróży14 listopada 2015 13:47

    Miała być Muğla, a skończyło się na Ålborg. Nie żałuję i do dzisiaj chętnie odwiedzam to miejsce. Na najbliższy poniedziałek mam wykupiony lot.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ciekawe propozycje! Myślę, że każde miejsce może być ciekawe na Erazmusa, dużo zależy od kierunku studiów i spotkanych ludzi...

    OdpowiedzUsuń
  18. Zdecydowanie! Miejsce to jedno, ale klimat zawsze tworzą ludzie.

    OdpowiedzUsuń
  19. Może ominęło, ale to nie powód do zamartwiania się - wręcz odwrotnie! Zawsze zostaje EVS, albo po prostu można gdzieś na południu chwilę pomieszkać :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Czytałaś post "Pięć mitów na temat Erasmusa"? Podpisałam się nim dokładnie pod tym, co tu teraz piszesz :*

    OdpowiedzUsuń
  21. Trochę ponarzekałaś, ale założę się, że nie żałujesz wyjazdu. Na pewno masz i dobre wspomnienia - chociażby ze spacerów nad Sekwaną ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Jedyne czego żałuję w swoim życiu to to, że nie pojechałam na Erasmusa. Serio!

    OdpowiedzUsuń
  23. To też zrobiłam, ale nie na chwilę, a na zawsze. Właśnie z miłości do południa do Włoch:)

    OdpowiedzUsuń
  24. Niezawsze poprawne zapiski Dee17 listopada 2015 08:15

    Doświadczenia mam tylko z Londynem, faktycznie kwota stypendium nie wystarcza by przeżyć, ale w Londynie jest łatwo o pracę i przez to mozna poznać masę młodych studentów.

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja od siebie gorąco polecam Rzym, chociaż dla mnie semestr to było za mało ;)


    http://katarzynatuitam.wordpres.com

    OdpowiedzUsuń
  26. Praga!!! Gdzie Praga?!? :D


    Polecam bardzo. Ludzie i wykładowcy z całego świata, miasto, które nigdy nie śpi, a do tego kieszeń polskiego studenta zniesie to bez bólu :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Semestr to mało, dopiero się zaczyna poznawać miasto, życie i ludzi, a tu trzeba wracać :(

    OdpowiedzUsuń
  28. Ale i tak skończyłaś w podróży dookoła świata, więc chyba nie ma co płakać! :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Ja erasmusowe doświadczenia mam tylko z Walencji. Chociaż mogę powiedzieć, że "aż z Walencji. Ubolewam, że zaraz po moim roczniku weszła opcja kilku erasmusów - gdybym mogła, pojechałabym jeszcze raz!

    OdpowiedzUsuń
  30. Chyba mi się zimno na oczy rzuciło... Zaczęłam czytać od Paryża :P

    OdpowiedzUsuń
  31. Czytałam ;) Zgadzam się chociaż to zależy na kogo trafisz.

    OdpowiedzUsuń
  32. Ja też pierwotnie miałam jechać gdzie indziej, ale zupełnie nie żałuję ;) Nie zebrałam się jeszcze na powrót do Walencji, wszystko przede mną!

    OdpowiedzUsuń
  33. wylegarniapomyslow21 grudnia 2015 11:38

    Ja zawsze chciałam pojechać z Erasmusem do Angli, do jakiegoś małego miasta, ale niestety na mojej uczelni nie ma tego programu. A szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  34. Szczerze mówiąc nie wiem gdzie chciałabym pojechać na Erasmusa. Pewnie gdzieś blisko gór i/lub morza :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Jej, aż zatęskniłam za studiami i żałuję, że w czasie ich trwania nigdy się nie wybrałam na Erasmusa... No nic może na doktoracie będzie mi dane pomieszkać we Włoszech :)

    OdpowiedzUsuń