Valenbisi - rower dla każdego!

Czy w mieście o powierzchni  134,65 km², z liczbą mieszkańców ponad 830 tysięcy można poruszać się bez korzystania z metra i autobusów? Jeśli jest to Walencja, to jak najbardziej. Mają tu wspaniałą rzecz, która ułatwia życie mieszkańcom, studentom i wszystkim turystom. Valenbisi, czyli miejski rower dla każdego.

Valenbisi to nic innego, jak system rowerów na abonament. Skąd więc mój entuzjazm? Przecież mamy takie rowery chociażby w Krakowie i raczej nikt się nimi nie zachwyca. No tak, tylko w Krakowie stacji z rowerami jest 13, wszystkie w centrum miasta. W Walencji jest ich 275, a na każdej od 25 do nawet 40 stanowisk. Rowerem można dojechać do prawie każdego miejsca w mieście.


Same rowery to zdecydowanie za mało, żeby zadowolić miejskich kolarzy - potrzeba jeszcze ścieżek. Z tym też nie ma tu problemu. Do każdego ważnego punktu w mieście dotrzeć można trasą rowerową: szeroką, dwupasmową, wyraźnie oznakowaną. Czasem jest wydzielona z chodnika, czasem z jezdni, a czasem biegnie zupełnie oddzielnie.  Poruszając się wyznaczoną ścieżką mamy gwarancję, że do 3 -5 minut pojawi się kolejna stacja Valenbisi. Zatem nawet, jeśli nie będzie wolnego miejsca żeby odstawić rower na jednej, kawałek dalej na pewno będzie na innej. A to ważne, bo bezpłatnie rower bierzemy na 30 min, potem co pół godziny naliczane są opłaty.


Rowery są duże i ciężkie. Z przodu zamontowany jest spory koszyk i mocne światło, tył pozbawiony jest tradycyjnego bagażnika. Początki na tym rowerze były trudne, ale do wszystkiego można się przyzwyczaić. W pewnym momencie przestałam po prostu odczuwać, że na tym rowerze jedzie się jakoś "ciężej'.

Jest idealnie? Niestety nie. Gdy przyjeżdżasz rano na uczelnię (oczywiście spóźniony, kwestia tego, kto spóźnia się bardziej), szansa na znalezienie miejsca jest znikoma. A gdy kończą się zajęcia przed sjestą, rowerów oczywiście już nie ma. Jednak najtrudniej o rower... nocą. Metro jeździ tylko do północy, taksówki - wiadomo - drogie, więc wszyscy przemieszczają się rowerami. Oczywiście na mojej stacji NIGDY nie ma rowerów w nocy.

Zdarzyło mi się też zabrać rower bez pedału, przerzutek czy... połowy kierownicy. Na szczęście serwis działa tu dość sprawnie i zepsute rowery szybko znikają ze stacji. Sprawa wygląda gorzej, gdy zepsuta jest cała stacja. Wracałam raz wieczorem ze Starego Miasta, chciałam zabrać rower, a tu komunikat: "You are currently hiring a bike". Pierwsza myśl: "150 euro! Matko, jak mogłam źle odstawić rower. Ktoś ukradł, koniec, przepadło." No więc biegiem na stację, na której zostawiłam rower 3 godziny wcześniej, bo może jeszcze tam jest, tylko faktycznie źle wstawiony (lepiej zapłacić 3 euro, niż 150!). A tu psikus, stacja odcięta od internetu. Nie da się więc zabrać roweru, a jak wstawisz, to system tego nie zarejestruje. Na szczęście szybko naprawili stację i niedługo później mogłam zabrać nowy rower.

Innym razem było znacznie gorzej. Odstawiłam rower w sobotę po południu, oddałam kartę współlokatorom (mieli gości, więc kolejny pojazd bym im potrzebny) i zadowolona poleciałam na Majorkę. W niedzielę dostaję telefon od Melindy, że niestety, ale "You are currently hiring a bike". Nie przejęłam się zbytnio, bo stwierdziłam, że na pewno stacja była zepsuta i jak sprawdzę konto, to wszystko będzie ok. Sprawdziłam w poniedziałek: 87 euro. Naliczyło 87 euro za 40 godzin. Melinda poszła sprawdzić stację, ale niestety były już tylko 3 rowery, wszystkie zadokowane poprawnie. Zaraz po powrocie pobiegłam więc do biura, wyjaśnić sprawę. W kolejce czekałam dobre pół godziny, po czym podeszłam do biurka i tłumaczę, że zostawiłam rower, że naliczyło, ale na pewno był wstawiony dobrze.  Pierwsze pytanie w odpowiedzi na mój problem: "Stacja nr 88? Spokojnie, była awaria, nic nie musi pani płacić." Ale do zawału o jeden krok bliżej.


Mimo tych wszystkich niedoskonałości, Valenbisi to świetna sprawa. Rower bierzesz gdzie chcesz i kiedy chcesz, zawsze możesz go odstawić i o nic nie musisz się martwić. Choć temperatura powietrza oscyluje obecnie w okolicach 11 stopni i wieje mocny wiatr, dalej - zamiast autobusem - jeżdżę rowerem. Mogę przynajmniej się porządnie zmęczyć i jak wracam do mojego tak bardzo zimnego mieszkania, to choć przez chwilę jest mi ciepło.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz