Kulinarny offtop: Jesienna gruszka w hiszpańskim towarzystwie.

Siedzę sobie w dwóch bluzkach i ciepłym swetrze, przykryta śpiworem po uszy. Łudziłam się, że tu ciągle będzie ciepło, więc najcieplejszą rzeczą w mojej hiszpańskiej szafie jest  kurtka skórzana. Dlatego siedzenie pod kocem/śpiworem/kołdrą jest o wiele atrakcyjniejsze, niż jakiekolwiek inne aktywności. Bo hiszpańskie mieszkania mają to do siebie, że w większości pozbawione są ogrzewania. A jak już je mają, to i tak lepiej go nie używać, bo rachunki wzrosną o setki procent. 

Aura za oknem jest iście listopadowa (no dobra, słońce ciągle świeci, ale temperatura spadła, a wiatr nagle ożył), więc póki co, nie planuję postów w plenerze. Siedzenie w domu ma jednak swoje plusy - moja kreatywność w kuchni wzrasta z każdym dniem. Korzystam więc z tego gdzie jestem i co proponują mi tutejsze półki sklepowe. Więc dziś nie o tym "gdzie?", ale "co?" i "w jaki sposób?".


Składniki:

2 małe gruszki
około 1/4 główki sałaty lodowej
6 plasterków chorizo
garść nasion słonecznika
łyżka dżemu brzoskwiniowego
oliwa z oliwek
krem balsamiczny
  
Instrukcja krok po kroku:

1. Na suchą, rozgrzaną patelnię wrzucamy nasiona słonecznika i prażymy ok. 4 minut na średnim ogniu. Cały czas mieszamy, żeby nasiona się nie przypaliły. Gotowe przesypujemy do szklanki.

2. Na patelnię kładziemy plasterki chorizo i smażymy aż będą chrupiące (ok. 2 min. z każdej strony). Tłuszcz który się wytopi wylewamy. Patelnia jeszcze się przyda :)

3. Sałatę i gruszki myjemy, osuszamy. Gruszki kroimy na ósemki, usuwamy pestki. Równocześnie na patelnię kładziemy dżem brzoskwiniowy i podlewamy odrobiną oliwy (żeby się nie przypalił). Kawałki gruszek kładziemy na patelnię i smażymy około 5 minut.

4. Na talerzu kładziemy kolejno: liście sałaty (potargane na mniejsze kawałki), plasterki chorizo i gruszki. Posypujemy wszystko słonecznikiem. Tak przygotowany talerz kropimy na koniec kremem balsamicznym.



Zdjęcia pozbawione są kremu balsamicznego. Dlaczego? Pierwsza wersja po prostu go nie zakładała. Czegoś mi jednak brakowało i pod koniec jedzenia stwierdziłam, że to właśnie krem balsamiczny. Tylko już nie było czemu zrobić zdjęcia ;)

Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza