Karnawał jak nigdy!

Karnawał trwa w najlepsze. Świętowanie rozpoczęliśmy tu w czwartek, a skończymy... 19 marca. Moment, czy karnawał nie kończy się już jutro? Karnawał tak, ale przed nami jeszcze... Las Fallas!

 

W czwartek świętowaliśmy po polsku - z pączkami, chrustem (niektórzy z faworkami), oponkami i Krupnikiem. Żeby było całkiem polsko, nie od północy do rana, tylko od 21, choć też (prawie) do rana ;) Przyznam Wam szczerze, że będąc daleko od Polski, zupełnie inaczej mijają "polskie święta". Na pewno będę je wspominać bardzo długo i na pewno bardzo miło. Aż przydałoby się napisać: "Dobre, bo polskie!".

W piątek było już międzynarodowo -  Eleo, z którą studiuję i między innymi wybieram się do Maroko, zorganizowała ze współlokatorkami cena internacional (to była spora kolacja, ponad 50 osób!). Bardzo lubię takie wieczory - każdy gotuje potrawę ze swojego kraju, więc wyobraźcie sobie, jak wielu ciekawych rzeczy można spróbować :) Po raz pierwszy wyszłam też wspólnie z moim nowym współlokatorem - poznajcie Luisa z Meksyku (po prawej) i jego kolegę Borisa z Chile!

Luis zrobił najlepsze na świecie meksykańskie mole!
Piątkowa kolacja była też okazją do zapoznania się całek ekipy "Operacji Maroko" :)
Od lewej: Tomek, Eleo, ja, Johannes.
Sobota... w sobotę się uczyłam. Ta, mają tu zwyczaj jakiś połówkowych egzaminów, które co prawda nie zwalniają z tego końcowego, ale i tak trzeba je pisać. No to się pouczyłam w ciągu dnia, a wieczorem ruszyliśmy do Pego - małego miasteczka między Walencją a Alicante, gdzie odbywała się wielka karnawałowa fiesta! Kolorowe, dziwaczne, szalone stroje, głośna muzyka, tańce i zabawa do rana.

Zdjęcia z sobotniej nocy są bardzo kiepskiej jakości. Niestety, choć przy świetle dziennym telefon świetnie się spisuje, ze zdjęciami nocnymi ma spory kłopot.

 
Toaleta męska :)
 
Była scena główna z muzyką na żywo i dj'e w różnych częściach miasteczka.

Gdy idzie się spać o ósmej rano (bo tak wróciliśmy z Pego), wydaje się, że kolejny dzień nie może być udany. A tu proszę! Po nieco ponad czterech godzinach snu byłam już na Plaza del Ajuntament na masclecie (filmik pojawił się w sobotę na moim instagramie). Nie ominęłam też tej wieczornej (dziękuję całej dziesięcioosobowej polskiej ekipie, która przekonała mnie, żebym nie szła się uczyć, tylko poszła z nimi :) ), która była widowiskowym pokazem fajerwerków.

Karnawał kończy się jutro. Za chwilę jednak na dobre rozpocznie się Las Fallas, czyli wielkie Święto Ognia. Masclety nie będą atakować już tylko w weekendy, a kilka razy dziennie, codziennie. Będą parady, koncerty i gigantyczne, płonące woskowe figury. Zapowiada się bardzo intensywny i szalenie ciekawy czas - szczególnie, że z okazji Fallas mamy wolne na uczelni! Zaglądajcie więc na instagrama, gdzie na bieżąco relacjonować będę największe święto, jakie obchodzi się co roku w Walencji.

A teraz... bawcie się! Jutro przecież już ostatni dzień karnawału.


Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza