Poranne przemyślenia przy pocztówkowych pejzażach

Stałam w oknie z widokiem na Hallstattersee, obserwując poranną mgłę unoszącą się nad niezmąconą taflą jeziora. Byłam okropnie niewyspana, w końcu ostatnia noc trwała tylko trzy godziny. Mózg powoli rozpoczynał poranne przebudzenie, a oczy nieśmiało regulowały ostrość percepcji. Wzięłam głęboki oddech, spojrzałam w leniwie wyłaniające się zza chmur słońce i pomyślałam: Życie jest absolutnie fantastyczne. Zupełnie jak miejsce, w którym się teraz znajduję. 



Takie rzeczy się przecież nie zdarzają. Gdy zastanawiasz się, jak najlepiej spędzić chwilę wolnego czasu po obronie, żeby solidnie odpocząć, wypocząć, ale nie zanudzić się na śmierć, tylko kraść konie z grupą nowo poznanych ludzi, nie odzywa się nagle National Geographic Traveler i nie zaprasza Cię na wspólny wyjazd do Austrii. A raczej ekspedycję, pełną kosmicznych atrakcji, przepięknych widoków i wyśmienitego towarzystwa. To przecież normalnie się nie zdarza.

A jednak.



Sześć dni w Górnej Austrii obfitowało przede wszystkim w przepiękne widoki i niekończący się ogrom atrakcji, jakie oferuje region. Linz, niczym mały Wiedeń, zachwycił mnie swoją atmosferą, repertuarem kulturalnych wydarzeń, ale przede wszystkim nowatorskimi pomysłami i otwartością na artystów - szaleńców. Rejon Traunsee skradł moje serce miasteczkiem Gmunden i niesamowitymi widokami w górach.  Alpaki w Austrii rozczuliły mnie niczym foka-robot w Linz, choć nie brakowało też mrożących krew w żyłach zastrzyków adrenaliny. A potem przyszła pora na prawdziwą perełkę, czyli Hallstatt. Kopalnia soli, rowery i kolejny Weizen do kolacji. Rozmowy do rana. Malownicze domki. Widok jak z pocztówki. Mgła i deszcz. Rozmowy w górach i na dachach malowniczych domków. Kajaki w słońcu i tańce w deszczu. Przepiękna była ta nasza Austria.


W środowy poranek pojawiliśmy się z Andrzejem w umówionym miejscu na autostradzie w Żorach, w oczekiwaniu na nadjeżdżającą ekipę z Warszawy. A ta była po prostu fenomenalna! NG Traveler reprezentował mocny pięcioosobowy team w składzie: Monika, Hania i Maciek, z filmowcem Mosakiem (w ogóle jaki numer! Z Marcinem byliśmy w tym samym czasie na Erasmusie w Walencji! Spotkaliśmy się jeden jedyny raz na pewnej przedświątecznej imprezie w mieszkaniu naszej wspólnej koleżanki, a potem słuch jakoś po nim zaginął. Niedługo później trafiłam na blog Live a Life i okazało się, że chłopak który kręci takie ekstra filmiki to właśnie jest Mosak!) i fantastycznym fotografem Tomkiem Golą. Jednym z uczestników był też Łukasz Kamieniak z Focusa, który złapał mnie, gdy spadałam nad Laudachsee z drzewa. Ekipę dopełniła trójka blogerów: Paulina z bloga Obrazki Blondynki, Andrzej z Los Wiaheros i ja. Dobrym duchem tego wyjazdu była Ula Łapanowska z Austria,info, z którą miałam już przyjemność jeździć w styczniu na nartach w regionie, do którego właśnie zmierzaliśmy.

Dream Team w komplecie <3 
Blogerskie selfie z alpaką
Powyższe "rodzinne zdjęcia" są autorstwa Tomka Goli
Po raz kolejny potwierdziło się moje przekonanie, że - chociaż podróżowanie samemu ma pewnie swoje plusy - to dobra ekipa jest gwarancją udanego wyjazdu. Choć w tym wypadku wybór między ludźmi a miejscem jest niemożliwy. Ekspedycja Austria stworzyła harmonijną całość, niczym miasteczko Hallstatt z otaczającym je krajobrazem gór i spokojnego jeziora. 


O tym, że Górna Austria oferuje sporą ilość atrakcji wiedziałam już zimą, gdy wróciłam z wyjazdu narciarskiego. Nie miałam jednak pojęcia, że poza sezonem narciarskim może tu być tak atrakcyjnie. Tym bardziej cieszę się, że miałam okazję odwiedzić ten region latem i to w tak wyśmienitych okolicznościach.

Za zaproszenie na wyjazd dziękuję National Geographic Traveler oraz Austria.info
---
Spodobał Ci się ten post? Będzie mi  miło jeśli podzielisz nim na Facebooku, albo  zostawisz komentarz :) Danie lajka nic Cię nie kosztuje, a dla mnie to znak, że doceniasz moją pracę.  Zapraszam Cię również na mój facebook'owy fanpage.

Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza