Sycylijska wieś - synonim sielanki i niespiesznie upływającego czasu, oblanego obowiązkowo białym winem, od którego rozpoczyna się gotowanie. No i makaronu. Ten wyrabiany ręcznie, delikatny (choć zawsze gotowany al dente), z doskonałym sosem ze świeżych pomidorów i bakłażanów. Pasta alla Norma to klasyka sycylijskiej kuchni i królowa wśród makaronów. Będąc na Sycylii, pojechałam na wieś po to, żeby nauczyć się go przyrządzać. Czujnym okiem wspierała nas prawdziwa włoska mamma siciliana i szef domowej kuchni.
To miał być spokojny i leniwy dzień. Pełen relaks przed ciężkim tygodniem. Na Sycylii już kiedyś byłam, więc wydawało mi się, że wiem czego mogę się spodziewać. To nie była też moja pierwsza wizyta w Palermo, dlatego nastawiałam się po prostu na długi i powolny, całodniowy spacer po mieście. Miał być czas na siedzenie na ławkach i przyglądnie się ludziom, jedzenie włoskich lodów i pizzy. Chciałam też sprawdzić restauracje, które były w programie na następne dni, upewnić się, że wszędzie trafię i że w ogóle Palermo będę miała w jednym palcu, jak na prawdziwego pilota przystało. Wyszło mi całkiem nieźle: najpierw się zgubiłam, a potem o mało co nie straciłam telefonu i dokumentów. Morza mi się zachciało i leniwego popołudnia... Bo wiecie, w Palermo nie jest tak jak wszędzie. W Palermo jest zupełnie inaczej.
Przyszła wiosna, więc czas na #Shareweek! Andrzej już po raz piąty zorganizował świetną akcję, w której blogerzy polecają swoich ulubionych autorów. W tym roku mam dla Was kilka blogów, które regularnie śledzę i z czystym sumieniem mogę polecić (wciąż wybranych, nie wszystkich). Choć przeważa tu blogosfera podróżnicza, mam też w sieci swoje ulubione miejsca, które z wyjazdami nie mają wiele wspólnego. Bierzcie kawę lub herbatę w dłoń, usiądźcie wygodnie i czytajcie!
Leniwy spacer to zawsze dobry pomysł. Lubię wolno przechadzać się po dużych miastach i obserwować ludzi, którzy zwykle gdzieś pędzą. Choć w Barcelonie odniosłam wrażenie, że najbardziej spieszą się... Turyści. Kupują w Internecie bilety, żeby zaoszczędzić czas na staniu w kolejkach, a potem biegają od punktu A do punktu B, żeby zdążyć. Niefajne to, męczące i bardzo nie po hiszpańsku. Moje kilka katalońskich dni, spędziłam z mottem "co pokaże mi Barcelona", ale wiecie, tak trochę sama z siebie.