Sycylia: Jak się zgubić w Palermo?

To miał być spokojny i leniwy dzień. Pełen relaks przed ciężkim tygodniem. Na Sycylii już kiedyś byłam, więc wydawało mi się, że wiem czego mogę się spodziewać. To nie była też moja pierwsza wizyta w Palermo, dlatego nastawiałam się po prostu na długi i powolny, całodniowy spacer po mieście. Miał być czas na siedzenie na ławkach i przyglądnie się ludziom, jedzenie włoskich lodów i pizzy. Chciałam też sprawdzić restauracje, które były w programie na następne dni, upewnić się, że wszędzie trafię i że w ogóle Palermo będę miała w jednym palcu, jak na prawdziwego pilota przystało. Wyszło mi całkiem nieźle: najpierw się zgubiłam, a potem o mało co nie straciłam telefonu i dokumentów. Morza mi się zachciało i leniwego popołudnia... Bo wiecie, w Palermo nie jest tak jak wszędzie. W Palermo jest zupełnie inaczej.

 


Wstałam bardzo wcześnie, bo gdy tylko rozpoczynam jakiś wyjazd, mój organizm od razu przestawia się w tryb permanentnej gotowości do działania. Budzę się przed budzikiem, a adrenalina szaleje we mnie chyba 24h na dobę. Wszystko musi być pod pełną kontrolą, a ja zawsze o krok i 5 minut przed wszystkim. Mimo długiej podróży dzień wcześniej i późnego lądowania  na Sycylii - a co za tym idzie, baaardzo późnej godziny, o której położyłam się spać - już o ósmej rano byłam w pełnej gotowości do działania. Zjadłam pyszne śniadanie z widokiem na dobijające do portowego brzegu statki, wypiłam cappuccino i ruszyłam przed siebie. 

Spacer po Palermo w niedzielny poranek

Do centrum dotarłam po pół godzinie, idąc powoli, za to najkrótszą drogą. Zatrzymałam się na chwilę na Piazza San Domenico, żeby wejść do kościoła. Sycylijskie kościoły były czymś, co pamiętałam bardzo dobrze: bogaty włoski barok i bijący wewnątrz świątyń blask. Było pusto i pięknie. Choć była to niedziela, nie zanosiło się na żadną mszę, poszłam więc dalej.

I tak dotarłam do jednego z najsłynniejszych punktów na mapie Palermo. Piazza Pretoria  i przepiękna fontanna Pretoria  wyglądały zniewalająco. Wkoło nie było absolutnie żadnych ludzi, a ja czułam się, jakby całe miasto było tylko dla mnie. Zrobiłam kilka zdjęć i przeszłam wąskim przesmykiem dalej na Piazza Bellini. Tutaj pan taksówkarz rozpoczął (a może kończył?) prywatną imprezę, racząc pojedynczych przechodniów i pierwszych turystów rasowym włoskim disco polo. Czarujący poranny klimat trochę się rozmył, więc czym prędzej weszłam do kolejnego kościoła - tym razem San Giuseppe dei Teatini. Ten był chyba najpiękniejszy w wszystkich, do których zaglądałam. Jakoś w przewodnikach nikt się nim nie zachwyca, a ja uważam, że to tam należy szukać wzorowego baroku. Mistrzostwo świata!


[Było kilka minut przed dziesiątą, więc ludzie zaczynali zbierać się na niedzielną mszę. Zostałam i po raz pierwszy widziałam księdza, który wyglądał jak Jezus. Poważnie, odpowiednia broda, długie włosy i niesamowita charyzma. To był dość osobliwy i zupełnie niecodzienny widok!]

Wychodziłam tylnym wyjściem wprost na Cuattro canti, którędy dotarłam do Katedry. A to, to jest w ogóle szał. Piękna jest, majestatyczna jest i można tak siedzieć i się nią zachwycać. Ale tylko z zewnątrz - wnętrze zupełnie nie pasuje do tego, co widzimy przed wejściem i delikatnie mówiąc, nie powala.

 

Wtem wpadłam na genialny pomysł: pójdę sobie trasą biegu! No i poszłam.  Najpierw  Via Vittorio Emanuele, później skręciłam przy Czterech Kątach na Via Maqueda, ale tylko po to, żeby jednak wejść w jakąś boczną uliczkę i odpocząć od tłumu, który nagle pojawił się na ulicy. Tym sposobem doszłam do Teatro Massimo i znów osaczyły mnie tłumy. Szybko uznałam, że pora uciekać! Najlepiej na jakiś dobry lunch, z dala od ludzi i wielkich tłumów. Jeśli zastanawia Was bieg, o którym wspomniałam, spokojnie - wyjaśnienie znajduje się niżej ;)

W Palermo na lunch polecam sycylijskie lody

Przy teatrze skręciłam w jakąś boczną drogę i zaczęłam szukać przytulnej knajpki. Szłam coraz dalej i dalej, powoli nie ogarniając, czy teraz mam skręcić już w lewo, czy może znowu w prawo? Robiłam się coraz bardziej głodna i gdy myślałam, że już, już(!) jestem znowu w okolicy, gdzie szukać mogę dobrego jedzenia, wyszłam dokładnie... Za moim hotelem. Wpadłam więc podładować telefon i po kilkunastu minutach ponownie rozpoczęłam misję JEDZENIE.


Decyzję podjęłam w sekundę, gdy przechodziłam koło małej kawiarni, do której drzwi - zupełnie niespodziewanie - były otwarte. Ze środka śmiały się do mnie lody. Piękne, zimne włoskie lody. Moim jedynym problemem była decyzja, czy wybrać tylko pistacjowe, a może skusić się jeszcze na jakieś inne? Na całe szczęście wzięłam tylko pistacjowe, bo porcja, którą nałożył mi uśmiechnięty Włoch, była ogromna. Sycylijskie lody są wspaniałe, mówiłam Wam to już?

Skoro jedzonko miałam już za sobą, uznałam, że znajdę w końcu planowane restauracje, żeby spokojnie umieć później do nich trafić. Tym razem chodziłam już z mapą, ale i tak wiele mi to nie pomogło. Uliczki starego miasta w Palermo są tak wąskie i pokręcone, że nie ma szans odnaleźć się w nich "tak o", do strzału. Krążyłam po tym niewielkim obszarze i finalnie udało mi się odnaleźć 2 z 3, co i tak uważam za wielki sukces! W końcu się poddałam i usiadłam najpierw w porcie a potem w małym ogrodzie Garibaldi, pełnym przepięknych fikusów (to takie drzewa, które wyglądają, jakby je ktoś z dżungli przeniósł właśnie do tego parku).


Mapa powiedziała mi, że kilka kroków dalej jest sklep, który mimo pory (niedzielne popołudnie), powinien być otwarty. Ku mojemu zdziwieniu i wielkiej uciesze - był! Kupiłam więc butelkę wody, puszkę zimnego piwa i kawę, którą chciałam przywieźć do domu, po czym podreptałam na wybrzeże. Celowo nie używam słowa "plaża", bo w Palermo nie ma plaży. Do najbliższej jest 10km, więc mieszkańcy stolicy Sycylii muszą zadowolić się nadmorską łąką.

Ludzi było mnóstwo, więc uznałam, że poszukam sobie jakiegoś wygodnego kamienia, usiądę i odpocznę. No i wtedy stało się to najgorsze... Historię spadającej do morza torebki możecie obejrzeć w filmiku poniżej. To snapchatowa relacja live z przepięknej niedzieli w Palermo!


Po nagraniu tego snapa schowałam telefon do torebki, którą dokładnie zamknęłam. Później podreptałam Via Alloro, wzdłuż ogrodu botanicznego, aż do Via Roma i spokojnie okrężną drogą doszłam do hotelu. Bo wiecie, gdy wcześniej próbowałam odnaleźć ogród botaniczny, krążyłam małymi (i jakże brudnymi niestety...) uliczkami Palermo i wydawało mi się, że jestem w jakimś labiryncie bez wyjścia. Serio, pierwszy raz miałam tak, że trafiałam do punktu wyjścia, bez najmniejszego pomysłu, jak trafić tam, gdzie chcę... Szczególnie, że małe uliczki w Palermo nie należą do najbezpieczniejszych. Dawno nie czułam się tak nieswojo, dawno nie musiałam co chwilę przechodzić na drugą stronę ulicy w obawie, że ktoś będzie próbował dorwać się do mojej torebki. Także nie dość, że na ulicach wszędzie straszny syf, to jeszcze było jakoś tak niepewnie.


Leniwy dzień wykończył mnie totalnie. Zrobiłam pieszo kilkanaście kilometrów, wcale nie chodziłam powoli (bo ja nie umiem chodzić powoli), nie zjadłam pizzy (dobrze, że chociaż lody!) i tylko raz posiedziałam na ławeczce w parku. Nieogar na 100%. Ale jak się domyślacie - było absolutnie super! :)

Na szczęście w poniedziałek, gdy tylko budzik obwieścił radosny moment wstawania i pełnej gotowości do pracy, poziom mojego ogarnięcia osiągnął maksimum i trwał szczęśliwie aż do samego końca! Biorąc pod uwagę to, że rozpoczynałam misję "Agent", nie mogłam pozwolić sobie na najmniejsze potknięcia. Zresztą to chyba jasne - prowadzenie Agenta we Włoszech, gdzie nic tak na prawdę nie może być pewne, było wielkimi wyzwaniem.
 ---
Spodobał Ci się ten post? Będzie mi  miło jeśli podzielisz nim na Facebooku, albo  zostawisz komentarz :)
Zapraszam Cię również na  facebook'owy fanpage!

2 komentarze :

  1. Piękne zdjęcia, fajny tekst. Czego chcieć więcej? :)

    P.S. Ale tej Sycylii to Ci zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No chciałabym się tutaj zgubić :D Sycylia to jeden z jeszcze przeze mnie nieodkrytych zakątków Italii, ale jeden z podpunktów na liście miejsc do odwiedzenia w tegoroczne wakacje... szkoda, że nie da się zaliczyć wszystkich miejsc na raz :(

    OdpowiedzUsuń