Rejs po Zatoce Kotorskiej - jednodniowa, bardzo malownicza wycieczka

Boka Kotorska, jak mówią na Zatokę Kotorską, to najpiękniejsze miejsce, w jakim byłam w Czarnogórze. Zachwycająco wygląda "z góry", czyli z punktu widokowego w Parku Narodowym Lovćen, ale równie atrakcyjnie (a może nawet bardziej?) zachwyca, gdy wpłynie się statkiem do jej wnętrza. Całodniowy rejs po Zatoce Kotorskiej pozwolił mi nacieszyć się zaskakującą przyrodą, obłędnymi widokami, a do tego odwiedzić kilka czarujących miast i miasteczek. Czyż to nie kombinacja idealna?


Rejs po Zatoce Kotorskiej 

Jak chyba wszystkie rejsy po Boka Kotorskiej, tak i nasz wystartował z Tivatu. Z Budvy przejazd trwał około 40 minut, choć jest to zaledwie nieco ponad 20 kilometrów (czarnogórskie drogi pozostawiają trochę do życzenia, chociaż ma to swój niewątpliwy urok). Wracając do Tivatu - ani trochę nie spodziewałam się, że marina jest tak nowoczesna i atrakcyjna! W ogóle nie czułam się jak w Czarnogórze, a bardziej jak w bogatym, zachodnioeuropejskim kraju. 

Herzeg Novi - pierwszy przystanek rejsu po Zatoce Kotorskiej

Herzeg Nowi to - po Budvie i Kotorze - najczęściej odwiedzane przez turystów miasto. Mimo to , wcale nie czuć na ulicach tłoku, powiedziałabym, że wręcz odwrotnie. Leży u podnóża góry Orjen, co w pierwszych minutach zwiedzania dało niezły wycisk moim nogom. Tak, w Herzeg Novi zaczęłam z grubej rury, czyli ode wejścia do górującej nad miastem twierdzy Kanli kula, tzw. "Krwawej wieży". Przerażająca nazwa? W tym miejscu przez długie lata znajdowało się więzienie, więc jest całkiem adekwatna. Gdybym jednak miała siedzieć za kratkami z takim widokiem, nie byłaby to dla mnie zbyt wielka kara. 


Twierdza położona jest na 85m n.p.m., jednak ilość schodów, którą trzeba pokonać w drodze na szczyt sprawia, że czułam, jakby ta wysokość była dużo wyższa. Dużo schodów, serio, dużo schodów, do których jeśli dodamy prażące słońce i upał powyżej 30'C, wychodzi męcząca kombinacja. Widoki są jednak zdecydowanie warte takiego wysiłku. Po drodze warto zatrzymać się na placu Belavista, Trg Mićo Pavlovića, czy zerknąć do cerkwi św. Michała Archanioła.

Jeśli zamiast rejsu zdecydujecie się na samodzielną wycieczkę lądem, to warto poszwędać się w Herzeg Novi trochę dłużej. Wypić niespieszną kawę, zjeść doby obiad i zatrzymać się w knajpce na winko. 

Niebieska grota i plażowanie w Zatoce Kotorskiej

Kolejnym przystankiem rejsu po Zatoce Kotorskiej była plaża Zanjice. Mnie nie przekonała. Generalnie nie lubię kamienistych, czy żwirowych plaż z poukładanymi w rządkach parasolami. Na szczęście dla tego punktu programu jest alternatywa - można popłynąć do niebieskiej groty Plava Śpilja (ok. 20 minut), żeby zażyć kąpieli w piekielnie zimnej wodzie. Wybrałam oczywiście opcję z błękitną jaskinią i tak, zdecydowałam się na chwilę kąpieli. Ale pływanie w grocie mogę polecić tylko morsom i osobom lubiącym chłód (a nawet mróz). Albo tym, którzy potrzebują chwili orzeźwienia i odpoczynku od upalnej pogody.


Kościółek na wyspie w Zatoce Kotorskiej i Perast

Po zwiedzaniu Herzeg Novi, plażowaniu na play Zanjice, lub kąpieli w niebieskiej grocie nadszedł czas na obiad. Kapitan statku zaserwował pyszną rybę i świetne wino. Ach, jak też mi ten obiad smakował! Słońce przyjemnie opalało moje ramiona, wiał delikatny wiatr, a bryza morska wdzięcznie chłodziła rozgrzane od słońca i wina policzki. Płynęliśmy dalej. Na górnym pokładzie zapełniały się leżaki i rozpoczynała się prawdziwa siesta. Czas płynął powoli, a my mknęliśmy do kolejnego celu.


Tym razem celem był kościół Matki Boskiej Skalistej. Położony na malutkiej, sztucznej wysepce kilkanaście minut drogi od Kotoru, był miejscem, w którym niegdyś marynarze dziękowali Matce Boskiej za szczęśliwy powrót z rejsu. I za ich kobiety, które cierpliwie na nich czekały na lądzie (jedna z nich, Jacinta Kunic, czekała na swojego męża przez 25 lat i tworzyła w tym czasie obraz Matki Boskiej na japońskim jedwabiu. Przy użyciu lupy malowała go pojedynczymi ukłuciami igły! Czy mąż wrócił? Nie wiadomo, ale nadal można podziwiać jej dzieło). Dziś Kościół Matki Boskiej Skalistej cieszy się ogromną popularnością wśród nowożeńców z Czarnogóry, którzy właśnie tutaj decydują się przyrzekać sobie miłość i wierność aż po grób <3

Zanim z wysepki zatrzymamy się w Kotorze, na naszej mapie jest jeszcze jedno miasteczko. Perast jest malutki i zamieszkuje go zaledwie nieco ponad 500 mieszkańców. To sprawia, że jest miejscem kameralnym, lecz nie brakuje mu ani klimatu, ani przepięknej architektury. Warto zatrzymać się tu choć na chwilę i wybrać na romantyczny spacer.


Kotor - perła Zatoki Kotorskiej wpisana na listę UNESCO

Kotor. Na spacer po tym mieście czekałam cały dzień. Ba, cały wyjazd! Nazywany małym Dubrownikiem wzbudzał we mnie wielkie podekscytowanie. I pewnie cieszyłabym się nim bardziej, gdybym tylko miała na to czas. Faktycznie, Kotor to bardzo malownicze miasto, jakby wyjęte ze średniowiecznej baśni śródziemnomorskiej. Wąskie uliczki, kamienne posadzki, kolorowe okiennice - to wszystko tworzy naprawdę ładny obrazek. Mówią, że warto wspiąć się na mury obronne miasta, które niektórzy porównują do miniaturowego Muru Chińskiego. Ja tym razem wybrałam chwilę wolnego spaceru i mrożoną kawę na rynku. 


Przypomniały mi się czasy dzieciństwa, kiedy z rodzicami jeździłam do Chorwacji. Gdy wieczorami spacerowaliśmy po Vrsar, Dubrowniku, czy Orebiciu. Wypolerowane kamienne mury i ulice oddawały żar całodziennego słońca, a z pobliskich restauracji pachniało świeżo grillowanymi owocami morza. Za rogiem miły starszy pan grał bałkańskie melodie, a ja - zamiast delektować się tymi cudownymi chwilami - wyczekiwałam tylko z niecierpliwością, kiedy w końcu rodzice kupią mi lody. Tak właśnie pamiętam wakacje <3

>>Szukasz noclegu w Czarnogórze? Tutaj możesz go zarezerwować!<<


---
Spodobał Ci się ten post? Będzie mi  miło jeśli podzielisz nim na Facebooku, albo  zostawisz komentarz :) Danie lajka nic Cię nie kosztuje, a dla mnie to znak, że doceniasz moją pracę.  Zapraszam Cię również na mój facebook'owy fanpage.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz