City break w Szwajcarii - jak zwiedziłam Zurych, Bazyleę, Berno, Thun, Fryburg i Lucernę!

"City break w Szwajcarii? Serio? Przecież do Szwajcarii jedzie się w góry, dla natury, a nie żeby po miastach łazić!" A guzik prawda. Szwajcarskie miasta są super i - jeśli jesteś miłośnikiem miast - zupełnie nie powinieneś odsuwać ich w Szwajcarii na dalszy plan. City break w Szwajcarii to świetny pomysł!


Szczerze przyznaję, że i mnie Szwajcaria głównie kojarzyła się z pocztówkowymi widokami,  bankami, pięknymi górami i krystalicznie czystymi jeziorami. Kiedy więc zostałam zaproszona do akcji #Szwajcariana6, żeby wraz z ekipą Bloceanii i Szwajcarską Organizacją Turystyczną ruszyć do Szwajcarii i stworzyć przewodnik po szwajcarskich miastach, nie zastanawiałam się ani chwili. Zapowiadał się tydzień pełen eksploracji i... No właśnie. Zachwytów? Rozczarowań? Jakie okazały się miasta w Szwajcarii i czy w ogóle nadają się na city break?


ZURYCH - miasto idealnie zorganizowane

W czwartkowe południe wylądowaliśmy w Zurychu. Przerażona lejącym z nieba deszczem, modliłam się w duchu o poprawę pogody. Na szczęście, gdy tylko wystartowaliśmy zwiedzać miasto, przestało padać, a kolejnego dnia wyszło przepiękne słońce! Ale do rzeczy. Zurych położony jest nad Jeziorem Zuryskim i rzekami Limmat i Sihl, i jest najwięszym ośrodkiem gospodarczym i urbanistycznym Szwajcarii. Malownicze stare miasto aż się prosi, żeby spokojnie po nim pospacerować, napić się gorącej czekolady (o jaka była pyszna!), zjeść pyszne lody i napić się lokalnego ginu. Wszystko tu się zgadza i pięknie ze sobą współgra. Więcej o tym możecie przeczytać we wpisie o atrakcjach Zurychu.


Widok ze wzgórza Uetilberg
Co koniecznie zrobić w Zurychu?
  • Zwiedzić katedrę i kościół Fraumunster
  • Zrobić zdjęcie na Lindenhof
  • Podziwiać widok na wzgórzu, na którym mieści się politechnika
  • Wjechać na Uetilberg
  • Zjeść szwajcarską pralinkę i wypić czekoladę na gorąco 
  • Napić się wody z przynajmniej jednej z 1254 fontann
  • Odwiedzić muzeum FIFA! 

BAZYLEA - miasto u styku trzech państw

W Bazylei zameldowałam się w piątkowy wieczór. Pogoda po raz kolejny okazała się łaskawa i tak pozostało już do końca kolejnego dnia. Zwiedzanie Bazylei rozpoczęłam od zrobienia pocztówkowego zdjęcia z mostu Wettsteinbrucke. Później skierowałam swoje kroki na Münsterplatz i wspięłam się na szczyt wieży katedralnej, z której rozciągał się przepiękny widok na całe miasto i rzekę Ren. Wtedy pomyślałam też, że tak chyba najlepiej rozpoczynać zwiedzanie szwajcarskich miast - od podziwiania ich z góry. Zlokalizowałam wszystkie interesujące mnie punkty, więc przyszedł czas na spacer po starym mieście. Przed słynnym czerwonym ratuszem - jak co sobotę - można było spróbować szwajcarskich serów, a na deser skoczyłam niedaleko po pierniczki Läckerli, które pieczone się bez żadnego tłuszczu (zawierają tylko ten naturalny z orzechów i są strasznie słodkie).  



W Bazylei odwiedziłam też trzy muzea - Muzeum zabawek, Kunsthaus i muzeum Tinguely. To ostatnie okazało się strzałem w dziesiątkę! Już fontanna Tinguely'ego, która zbudowana została przed nowym teatrem z resztek tego starego (serio, mieszkańcy Bazylei tak bardzo buntowali się przeciwko rozebraniu starego teatru, że - w ramach zadośćuczynienia - władze miasta zdecydowały o wybudowaniu ruchomej fontanny, z elementów dekoracji teatru starego) zrobiła na mnie całkiem dobre wrażenie. W każdym razie Muzeum Tinguely'ego to jedno z dziwniejszych, które odwiedziłam w całym swoim życiu. Wszystkie eksponaty stworzone zostały z metalowych lub żeliwnych części i w większości są ruchome. Można nacisnąć specjalny przycisk w podłodze i dzieła zaczynają się ruszać!



Na sam koniec pojechałam na most u styku trzech granic. Bazylea to szwajcarskie miasto, jednak graniczące zarówno z Niemcami jak i Francją. Na tym moście byłam więc trochę w Szwajcarii, trochę w Niemczech i trochę we Francji. Sieć komórkowa zmieniała się jak szalona co kilka chwil :D 

W pociąg wsiadłam chwilę po godzinie 19:30 i 53 minuty później dojechałam do Berna. 



Co warto w Bazylei?

  • Wspiąć się na wieżę katedralną
  • Odwiedzić przynajmniej dwa spośród ponad 40 muzeów
  • Zobaczyć czerwony ratusz (w środku też!)
  • Spróbować pierniczka Läckerli
  • Przespacerować się po moście Dreilandenbrucke 


BERNO - stolica z niedźwiedziem w tle

Według mnie Berno to miasto 4K: kompaktowe, kolorowe, klimatyczne i bardzo krajobrazowe :) Niedzielny poranek rozpoczęłam od spaceru od fontanny do fontanny, a na Marktgasse i Kramgasse jest ich aż 11! Wszystkie średniowieczne i bardzo charakterystyczne: 



Włóczyłam się po maleńkich uliczkach, które bogato zdobione były flagami Szwajcarii i Berna i aż trudno było mi uwierzyć, że stolica może być tak kameralna. Przepiękne stare miasto nie bez przyczyny zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.



Spacerem dotarłam na most Nydeggbrücke i oniemiałam z wrażenia! Ula porównała to miasto do Porto i nie sposób było się z nią nie zgodzić. Usytuowane na zboczach gór, z krystalicznie czystą rzeką, otulającą w dolinie centrum miasta - coś niesamowitego. A gdy na to wszystko spojrzałam z góry… Nie sądziłam, że Ogród Różany (Rosengarten), do którego doszłam (mijając zresztą prawdziwego niedźwiedzia w Bärengraben!), usytuowany jest w miejscu z TAKIM widokiem! Szybko sprawił, że Berno wskoczyło na pierwsze miejsce mojego plebiscytu szwajcarskich miast :)



Nie gorszy widok rozlega się z placu przed Parlamentem. Przy dobrej widoczności można nawet zobaczyć stamtąd Alpy Berneńskie. Drugiej nocy miałam to wielkie szczęście, że pokazały mi się przy zachodzie słońca <3



Jak zwiedzać Berno?

  • Wstań rano i pospaceruj po mieście, gdy wszyscy inni śpią. Jest bosko!
  • Koniecznie odwiedź ogród różany i rozkoszuj się widokiem na Berno z góry
  • Przybij piątkę misiowi w Bärengraben - w końcu jest symbolem miasta
  • Przejdź się arkadami, które mają aż 6 kilometrów długości! Przy okazji może skusisz się na zakupy? :)

Kompaktowość Berna sprawia, że gdy muzea są zamknięte (a można wybrać się m.in. do domu Einsteina i centrum Paula Klee), miasto zwiedzimy spokojnie w kilka godzin. Mimo to spędziłam w nim aż dwie noce. Dlaczego? A no dlatego, że pierwszego dnia zdecydowałam się też na wycieczkę do oddalonego o zaledwie 20 min jazdy pociągiem Fryburga.

FRYBUG - ten szwajcarski ma swój niewątpliwy urok

Pierwsze kroki skierowałam oczywiście na Stare Miasto (z XII wieku!) i do Katedry św. Mikołaja, w której znajdują się witraże Józefa Mehoffera. Wspięłam się po 365 schodach na sam szczyt wieży, żeby poprzyglądać się miastu z góry. Z jednej strony most, jak ten Świętokrzyski w Warszawie, z drugiej - najstarszy drewniany most w Europie! Zdecydowałam więc pokonać wielką różnicę wysokości i zejść do doliny rzeki Sarine, żeby się nim przespacerować.

A potem tak bardzo zgłodniałam, że ruszyłam na poszukiwania szwajcarskich przysmaków. Choć founde serwowane jest w Szwajcarii głównie zimą i to dla dwóch osób, oberża (do której bardzo szczęśliwie trafiłam!) XXX miała porcję dla jednej osoby. Próbując dogadać się na migi po francusku, pani nalała mi też obłędnie pysznego szwajcarskiego wina. Tak pysznie spędziłam sobie niedzielny obiad. A potem wróciłam do Berna, gdzie słońce chyliło się ku zachodowi i aż prosiło się o kolejne kadry.



Czy warto jechać do Fryburga?

  • Tak, bo spacer najstarszym drewnianym mostem w Europie to nie lada gratka
  • Tak, bo zobaczyć witraże Mehoffera w Szwajcarii to sama uciecha dla oczu
  • Tak, bo w Auberge des Boulnagers serwują przepyszne founde i szwajcarskie wino, w cenie 3.40 CHF za kieliszek

THUN - miasto "petarda", którego nie możesz ominąć!

Docieramy moi drodzy do prawdziwej petardy! Najpierw miałam jechać z Berna prosto do Lucerny, ale dowiedziałam się, że 20 minut od Berna jest sobie miasteczko Thun. I w sumie nie chodziło mi tak bardzo o miasto, ale o rejs po jeziorze Thunersee - zapragnęłam zobaczyć to!


Tylko, że nie byłabym sobą, gdybym nie zwiedziła też samego miasta. Po powrocie z rejsu zostawiłam walizkę na dworcu  u pana w kasie (zupełnie za darmo) i wyszłam złapać dla Was kilka obrazków. Bardzo urocze centrum  Thun już zaspokoiło nieco moją miejską ciekawość, jednak nie zaprzestałam na nim samym.


 Zaczęłam się wspinać na górę i tym razem nie była to wieża kościoła. Wspięłam się na górujące nad miastem wzniesienie i już podskórnie czułam, że widok z góry będzie super. Ale jak wyszłam na samą górę zamkowej wieży, to ONIEMIAŁAM z wrażenia. Poważnie, pierwszy raz w życiu tak autentycznie mnie zatkało i nie do końca umiałam zareagować na ten widok. Ocknęłam się po chwili i wyszeptałam tylko do samej siebie: "wooooooooooaaaaaaaaaaaaaaaaaah.



Czy warto nadrobić drogi i jechać do Thun?

  • To było pytanie retoryczne :)
Tutaj chcę Wam jeszcze zostawić super pro tip! Jeśli z Berna planujecie jechać do Lucerny, wybierzcie następującą trasę: Berno - Thun - rejs po Thunersee do Interlaken - Lucerna. Droga z Interlaken trwa co prawda dłużej, ale nawet jadąc zwykłym pociągiem regionalnym Szwajcaria zaserwuje Wam wspaniałe górskie widoki!

LUERNA - wisienka na torcie Szwajcarii

Choć myślałam, że po widoku w Thun już się niczym nie zachwycę, przyjechałam do Lucerny. Na pierwszy rzut oka miasto było dla mnie zbyt zatłoczone, pełne zgiełku azjatyckich turystów. Jednak, gdy tylko zwolni się samemu, warte jest porządnego zwiedzania. Przyjechałam tu trochę wcześniej, niż reszta ekipy, więc spokojnie zdążyłam powłóczyć się po mieście. Znów rozpoczęłam od widoku z góry, tym razem z wieży widokowej Gletschergarten, czyli Muzeum Lodowcowego. W Lucernie mają też Panoramę Bourbaki (szwajcarska wersja Panoramy Racławickiej), przepiękny barokowy kościół Jezuitów, no i jakże słynny (jeden z najsłynniejszych na świecie!) drewniany most Kapliczny



Rozpoczęłam od widoku z lotu ptaka i tak też zakończyłam - tym razem na oryginalnie zachowanych murach miasta (Museggmauer), gdzie znowu wspinałam się na najwyższą wieżę. Widoku po raz kolejny nie trzeba chyba komentować. Chociaż nie, bo dzień później pojechaliśmy na wycieczkę na Pilatus, czyli jeden z tych pięknych szczytów, które widzicie! Płynęliśmy też statkiem po Jeziorze Czterech Kantonów. Jeśli więc mam tu miłośników miast (jak ja), którzy uwielbiają góry (jak ja!),  mają ochotę na piękne widoki (jak ja!), to Lucerna jest doskonałym punktem do zakotwiczenia na więcej, niż jedną noc. Miasto+góry=doskonałość. A za murami spotkałam... Pasące się na łące zwierzaki! Jak się później okazało, całkiem przypadkiem trafiłam na miejską farmę, na której dwa dni później kończyliśmy na lunchu nasz wspólny pobyt.

fot. Ula Fiedorowicz

Lucenrna must see:

  • Wspinaczka na świetnie zachowane mury miejskie 
  • Rejs po Jeziorze Czterech Kantonów
  • Obowiązkowe przejście po jednym z najsłynniejszych mostów świata - Moście Kaplicznym
  • Zjedzenie precla, ale to bardziej "must eat"
  • wycieczka na Pilatus


Jak najlepiej podróżować po Szwajcarskich miastach?


Co urzekło mnie w podróżowaniu po miastach Szwajcarii to ich organizacja transportu publicznego. Za każdym razem, gdy przychodziłam na dworzec/przystanek/przystań, mój środek lokomocji odjeżdżał najpóźniej za 20 minut. Najczęściej za 3 minuty. W przypadku przesiadek, informację o peronie i godzinie odjazdu najważniejszych pociągów/tramwajów/autobusów dostawałam jeszcze jadąc w poprzednim. Wszystko było zsynchronizowane tak, że wystarczyło wyjść, przejść na właściwy peron i akurat pojazd odjeżdżał. Taką swobodę dał mi Swiss Travel Pass, który obowiązuje na wszystkie (statki też!) rodzaje transportu publicznego w Szwajcarii, więc śmiało można zmieniać je jak rękawiczki i korzystać do woli :)  Daje to niesamowitą wygodę i sporą oszczędność - choć sam Swiss Travel Pass może na pierwszy rzut oka wydać się drogi (225 CHF za 3 dni), to finalnie okazuje się, że to szybko się zwraca. Szczególnie, jeśli dodam, że obejmuje on również wstępy do 500 muzeów w całej Szwajcarii i środki komunikacji miejskiej w większości, a także wjazd na szczyty Rigi, Schilthorn i Stanserhorn. 

Jeśli wybierasz się do Szwajcarii samochodem, najlepiej zaparkować go w mieście raz i zapomnieć o nim na czas pobytu. Dlaczego? Bo i tak będziesz korzystać z karty miejskiej. W większości dużych, szwajcarskich miast, rezerwując nocleg w dowolnym hotelu czy hostelu, otrzymasz kartę miejską na tyle dni, ile planujesz w nim zostać. Będziesz więc w cenie noclegu mógł poruszać się po mieście i dostaniesz różne zniżki na wstępy. Bardzo to pomysłowo rozwiązane!



Jeszcze zapytacie o ceny w Szwajcarii

Czy jest drogo? A to już będzie zależało od Was. Szwajcarię, jak każdy kraj, można zwiedzić taniej i drożej. I choć Szwajcaria należy do tych droższych destynacji w Europie, przy dobrej organizacji wyjazdu jest zdecydowanie dostępna. Zaczynając od transportu i wejść do muzeów, które załatwia jeden Swiss Travel Pass, po dobre ceny w supermarketach. Nawet ceny w restauracjach bardzo miło mnie zaskoczyły! Za 20 franków mogłam się najeść do syta - to o wiele taniej, niż się spodziewałam. Odpadnie Wam za to koszt kupowania wody - w Szwajcarii można pić wodę z kranu i miejskich fontann. Poza tym - tak między nami - za niektóre rzeczy po prostu warto zapłacić. A te widoki, które podziwiały moje oczy w Szwajcarii, warte są każdych pieniędzy. 

Teraz czas na konkurs!


Po szwajcarskich miastach podróżowałam w ramach akcji #Szwajcariana6. Wraz z blogerami z 5 innych blogów oraz marką "Szwajcaria. Tak naturalnie" przemierzaliśmy Szwajcarię różnymi trasami i na różny sposób: pieszo, pociągami, rowerem, podążając za smakami, po miastach i samochodem. Naszych tras było 6, ale Szwajcaria ma ochotę na jeszcze jedną. Czyją? Twoją! Wystarczy wziąć udział w konkursie, w którym jedno z Was wygra przeloty do Szwajcarii liniami Swiss, 3 noclegi ze śniadaniami i SwissTravelPass na 4 dni i to w pierwszej klasie! A teraz najlepsze: nagroda jest dla dwóch osób :)

Co zrobić, by wygrać? Wrzuć kreatywne zdjęcie, tekst, kolaż lub film na jeden ze swoich profili społecznościowych (FB, Instagram, Twitter) i koniecznie oznacz go hasztagiem #SzwajcariaNa6. Przekonaj nas w ten sposób, że to właśnie Ty masz wygrać i pojechać na wycieczkę do Szwajcarii. Na zgłoszenia czekamy do 30.06.2018r.


Wpis powstał we współpracy ze Szwajcarską Organizacją Turystyczną, oddział w Polsce, w ramach kampanii promocyjnej grupy Bloceania. 

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz