Zwiedzanie Brukseli: deszcz, gofry i pyszne piwo. No i najdziwniejsze kanapki na świecie!

Zwiedzanie Brukseli zaplanowałam na jeden dzień, jednak z powodu paskudnego choróbska, które dopadło mnie w Keukenhof, nie byłam w stanie zwlec się z łóżka wcześnie rano i jechać nigdzie indziej. Zdecydowaliśmy, że zostajemy w Brukseli, ja się porządnie wyśpię i podleczę i dzień spędzimy raczej leniwie. A jak mój organizm trochę się zregeneruje i nabierze sił, kolejny spędzimy bardziej aktywnie.


Plan majówki rysował się następująco: Amsterdam, ogród Keukenhof, Bruksela i Kolonia. Wpisy znajdziesz klikając w link każdego miasta :) Najlepiej czytać od początku, wiadomo!

Gofry w Belgii to podstawa

Kilka minut po dwunastej ruszyliśmy z mieszkania od Niny, żeby odebrać w informacji turystycznej kartę miejską i ruszyć na polowanie. Celem były oczywiście belgijskie gofry. Aleja rozkoszy znajduje się tuż przy Manekin Pis, czyli sikającym człowieczku, który codziennie ubrany jest w inne wdzianko, więc dla kolekcjonerów "must see" to on może być pretekstem, żeby przyjść na gofry. Ale ja stawiałabym je w hierarchii znacznie wyżej niż tę figurkę. Niektórzy wybierają dwa w jednym.


Przechodząc do gofrów: są pyszne. Serio, nijak mają się do tych naszych polskich, czy nawet domowych. Mają lekki posmak waniliowy i są jakby bardziej kleiste, zakalcowate, ale bez zakalca, tylko takie... No pyszne po prostu! Urządziliśmy sobie więc "gofry crawling" i wędrowaliśmy od gofrowni, do gofrowni, w poszukiwaniu tych najlepszych. Najlepsze są te najzwyklejsze, 1 euro za sztukę.

To tu zjecie najlepsze gofry w Brukseli. Spróbowaliśmy w każdym miejscu na gofrowej ulicy i te wygrały bezapelacyjnie!
Jest i kolejka do Manekin Pis!

Parlamentarium mówię nie, Parlamentowi mówię tak

Najedzeni i zadowoleni skierowaliśmy się w stronę siedziby najważniejszych budynków Unii Europejskiej, żeby nieco się doedukować. Zwiedzałam Parlament kilka lat temu, tym razem wybór padł na Parlamentarium - nowe, interaktywne muzeum, na dodatek bez biletów wstępu. Pogoda nie zachęcała do spacerów (ostrzegali, że w Brukseli będzie szaro i deszczowo), dlatego wydawało się to rozsądną opcją. NiC BARDZIEJ MYLNEGO. Serio, to jedno z najnudniejszych muzeów jakie odwiedziłam w życiu. Jeśli Będąc w Brukseli chcecie odwiedzić jakieś placówki unijne, wybierzcie się na zwiedzanie Parlamentu - to wspominam bardzo dobrze :)


Muzeum samochodów jest super!

Autoworld! Pięknie usytuowane i świetnie wyposażone w eksponaty, czyli to, co tygryski lubią najbardziej. Znajdziecie tu okazy z przełomu XIX i XX wieku, aż do współczesnych modeli. Nawet, jeśli nie jesteście fanami samochodów, to miejsce powinno się Wam spodobać. Można wsiąść do bolidu formuły jeden, zobaczyć stary samochód pogrzebowy, czy kilka innych smaczków. Karoca Kopciuszka też była niczego sobie :D


Atomium - szkoda pieniędzy...

Jeśli chcesz zrobić sobie zdjęcie z symbolem Brukseli - proszę bardzo, ale jeśli planujesz wyjechać na szczyt atomu, żeby podziwiać Brukselę z lotu ptaka - odpuść sobie i przeznacz te pieniądze na gofry. Widoczność w Brukseli jest zwykle słaba, poza tym obiekt usytuowany jest na tyle daleko, że niewiele jest do podziwiania. Muzeum lotnictwa (bardziej stewardess), które znajduje się w tych srebrnych kulkach to troszkę śmiech na sali... Strata czasu, pieniędzy i w ogóle wszystkiego. Od tego zaczęliśmy zwiedzanie dnia drugiego i zaliczam tę aktywność do sekcji "wielkie niewypały". Nie popełnijcie nigdy tego błędu!



Mam jednak dobrą wiadomość! Jeśli chcecie zobaczyć Brukselę z góry, możecie wyjechać windą na ostatni poziom parkingu miejskiego 58. Jest darmowo, w centrum i naprawdę fajnie! 


Frytki belgijskie raz, kanapka raz!

Gofry stanowią dla mnie numer jeden, ale jak przyjechać do Belgii i nie zjeść belgijskich frytek? No właśnie, nie wypada, nie można, nie wolno! Nina jednak zabrała nas w miejsce, gdzie nie tylko frytki są super. Albo inaczej: gdzie nie samymi frytkami raczy się podniebienie. Do Fritlandu! Tak, tak, wiecznie kolejka, sporo turystów, ale i mnóstwo miejscowych. W końcu to oni wiedzą, co dobre. Ja co prawda zachowawczo wzięłam same frytki belgijskie z sosem andaluz, ale Nina i Marcin skusili się na inny przysmak: kanapkę Mitraillette. Wiecie co to za dziwy? To kawał bagietki wypełniony czymś a la plaster mięsa mielonego bez smaku, do tego poszatkowana gotowana kapusta, jakaś sałatka, sos i frytki. Tak, to wszystko jest w tym kawałku bagietki. Dziwy to takie, że aż ciężko sobie wyobrazić smak i choćbym nie wiem, jak bardzo się starała, to się nie uda. Jeśli jednak będziecie kiedyś w Brukseli, koniecznie skuście się na ten przysmak - zaskakuje bardzo pozytywnie! Najlepszą rekomendacją niech będzie fakt, że drugiego dnia na lunch zdecydowaliśmy się dokładnie na to samo :)


Piwo belgijskie zawsze spoko

Delirium też. I nie, nie mam na myśli majaczenia alkoholowego, ale pub w Brukseli, w którym możecie spróbować ponad dwóch tysięcy różnych piw. Mhm, DWÓCH TYSIĘCY. Także nasze wyjście na jedno piwo trwało kilka godzin i nie posiadam ani jednego zdjęcia. Ciemno strasznie w tym pubie, mnóstwo ludzi, generalnie mało fotogeniczne warunki. Ale piwo świetne, więc zdecydowanie polecam Wam odwiedzenie tego miejsca przy okazji wizyty w Brukseli. Wiadomo, na jedno piwo ;)

Pro tip na weekend w Brukseli

Jeśli wybieracie się do Brukseli na jeden lub dwa dni, świetnym rozwiązaniem będzie dla was kupno okresowego biletu na przejazdy komunikacją miejską. Nie skusiłabym się jednak na Brussels card, która oferuje zniżki lub darmowe wejścia do muzeów. Dlaczego? W dwa dni nie wykorzysta się tej karty na tyle, żeby się to opłacało. Jedynym miejscem, do którego kupiłabym bilet okazało się muzeum samochodów. Natomiast w Brukseli same przejazdy są drogie, więc kupno takiej karty bardzo się opłaca. Szczególnie, gdy pogoda jest tak belgijska, jak u nas na zdjęciach. Wtedy spacery lepiej zastąpić komunikacją miejską ;)

Na koniec mam dla Was jeszcze kilka zdjęć z tych dwóch deszczowych, ale jakże przyjemnie spędzonych dni!


Wpis we współpracy z visit.brussels
---
Spodobał Ci się ten post? Będzie mi  miło jeśli podzielisz nim na Facebooku, albo  zostawisz komentarz :) Danie lajka nic Cię nie kosztuje, a dla mnie to znak, że doceniasz moją pracę.  Zapraszam Cię również na mój facebook'owy fanpage.

Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza