Jako małe dziecko bardzo nie lubiłam jeździć samochodem. Gdy tylko siadałam na tylnym siedzeniu i zapinałam pasy, robiło mi się niedobrze. Kiedy trochę podrosłam, "pomagało" mi rozpinanie pasów (które dziecko lubi jeździć zapięte w pasy?), albo otwieranie okien - tak, żeby wiatr wiał we włosach (było wtedy tak filmowo!). Im byłam starsza, tym było lepiej. Zawsze jednak dziwiło mnie to, że na wakacje jedziemy tyyyle godzin samochodem, a przecież moglibyśmy polecieć samolotem. Raz, dwa i już bylibyśmy na miejscu. Dopiero później zrozumiałam, że posiadanie na wakacjach auta to wielka wygoda.
Czytaj dalej