Postanowienia rzecz kiepska.

Nowy rok, nowe plany i coroczne postanowienia. W końcu coś się zmieni! Hura! Szkoda tylko, że nowy rok szybko przestaje być nowy, plany zostają zweryfikowane przez życie, a postanowienia zwykle kończą się z końcem stycznia. A co z marzeniami i "lepszym jutrem"?


Sama w zeszłym roku zrobiłam wielką mapę myśli z postanowieniami na 2013 rok. Szczegółowo wypisałam, zaplanowałam i przemyślałam kolejne kroki ich realizacji. Wszystko na początku stycznia wydaje się przecież takie piękne i proste! Znając siebie, od razu kilka z nich przesunęłam odpowiednio na luty/wiosnę/lato, bo przecież bez sensu planować "na już", wiedząc, że i tak się nie uda. Myślałam, że taka jestem sprytna.

Patrzę teraz na wypunktowaną listę z pogrubionym nagłówkiem "2013" i co widzę? Z 16 punktów aż 13 zrealizowałam, choć wszystkie postanowienia przepadły. Sekret? Na liście tak naprawdę widniały tylko 3 postanowienia. Cała reszta to moje mniejsze i większe marzenia. To, czego na prawdę, z całego serca chciałam. 
Postanowienie kojarzy mi się negatywnie. Bo to zwykle ograniczenia, albo narzucenie solidnego rygoru i ciężka praca. A człowiek z natury nie lubi się przemęczać. Ja wolę marzyć i te marzenia spełniać. Bo o ile  wytrwanie w postanowieniu i jego wykonanie daje mi poczuje ulgi, że "wreszcie się udało", tak spełnione marzenie uskrzydla i uwalnia wyobraźnię. By marzyć więcej, odważniej i działać ze zdwojoną siłą :)

Marzę i w tym roku! Podróżniczo między innymi o Andaluzji, Galicji, Maroko i Portugalii. Marzenia to wspaniała rzecz, ich spełnianie - jeszcze lepsze.


Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza