Najpiękniejszy plac świata.

Pozdrowienia z Żywca! Pamiętam, jak 2 września na lotnisku w Katowicach myślałam, że 3,5 miesiąca to jakaś wieczność. Że nigdy nie doczekam się powrotu do domu, a Święta to najodleglejsza przyszłość. Teraz już drugi dzień mija mi w domu i nie mogę uwierzyć, że czas leci tak strasznie szybko. Za chwilę półmetek Erasmusa, a ja wciąż czuję, jakby wszystko dopiero się zaczynało.




Odespałam już noc sprzed wylotu (metro o 4:55 rano nie pozwoliło mi wcale spać tamtej nocy) i całą podróż, choć nie ukrywam, że w poniedziałkowe popołudnie było mi niezmiernie trudno zachować pełnię sił i nie ziewać co 30 sekund. A dzień był bardzo intensywny. Z lotniska - zamiast prosto do domu - pojechaliśmy na chwilę na krakowski Rynek. Tyle szczęścia naraz! Siostra, rodzice i wszechobecne Święta. No i Kraków. Będąc w Walencji miałam przez jakiś czas poczucie, że Gród Kraka na tyle mnie zmęczył, że nie będę umiał się nim cieszyć. A tu proszę :)


Nie bez powodu Rynek w Krakowie został wybrany przez Lonley Planet najpiękniejszym placem świata. Jest piękny dniem i nocą, na co dzień i od święta. A przed Bożym Narodzeniem czaruje swoją magiczną atmosferą. Po wielkim niedosycie z Walencji, Jarmark Bożonarodzeniowy w Krakowie, z pysznym grzańcem, po prostu mnie oczarował. Nie przeszkadzało mi nawet zimno!


Zaczyna się najpiękniejszy dla mnie tydzień roku: w domu ruszyliśmy już z produkcją ciasteczek i pierniczków (ale pachnie!), lada dzień - oprócz zapachów - dom opanują też świąteczne dekoracje, a w tle wybrzmiewać będzie świąteczna muzyka.

 Jest pięknie!

Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza