Weekend w rytmie latino, czyli życie (jak) w Madrycie! II część 1

Dokładnie 49 godzin trwał nasz pobyt w stolicy Hiszpanii. Przed wyjazdem wydawało się, że to będzie zdecydowanie za mało. Jednak po kilku godzinach na miejscu stwierdziłyśmy, że każdy poradnik "Madryt w 48h" mógłby zostać skrócony do "Madryt w 24h", przynajmniej jeśli chodzi o tę część "do zwiedzania". To atmosfera i ludzie sprawili, że chciałyśmy zostać tam dużo, duuużo dłużej!




Pierwotnie miałyśmy odwiedzić Madryt już tydzień temu. Niestety nie udało się nam znaleźć ani odpowiedniego BlablaCar'a, ani tym bardziej couchsurfingu. Choć z noclegiem w ten weekend wcale nie było łatwiej, zarezerwowałyśmy miejsca na podróż i zaczęłyśmy szukać miejsca zatrzymania. Wyjazd w piątek o 13.15.

W czwartek około 22.00 rozpoczęły się intensywne poszukiwania - jak najtańszego i najbardziej w centrum - hostelu. Udało się! Kreo zaczyna wstukiwać dane do rezerwacji, gdy wtem... Wiadomość od couchsurfera (fragment w wolnym tłumaczeniu):

"Cześć dziewczyny! Dobre wieści! Mój znajomy zgodził się Was przenocować :) Kiedy przyjeżdżacie?"

I tak rozpoczęła się nasza couchsurfingowa przygoda.

Piątek 13:15, Estación del Norte (Valencia)

Ruszamy z niewielkim opóźnieniem, ponieważ kierowca dostał mandat za parkowanie w niedozwolonym miejscu (200 euro). Policja, spisywanie, te sprawy. Na szczęście ruszamy, szybko zasypiamy i budzimy się dopiero w połowie drogi. I całe szczęście, bo basze nogi bardzo boleśnie odczuły jazdę małą Micrą. 


17:15, Estación Atocha (Madrid)

Ze stacji odbiera nas Fernando i spacerkiem idziemy w stronę mieszkania jego kolegi. W międzyczasie dowiedziałyśmy się, że nie będziemy jedynymi gośćmi, bo jest już u niego znajomy z Niemiec. Po drodze trochę zdjęć, pierwsze "must see" i po 40 minutach jesteśmy w domu. W samiuteńkim centrum starej części Mardytu. Nie mogłyśmy uwierzyć własnemu szczęściu (gdyby to Fernando mógł nas gościć, wszędzie musiałybyśmy dojeżdżać autobusem...)

Miejsce wydruku pierwszego Don Quijote'a
Puerta del Sol

ok. 19:30, centrum Madrytu

Poznałyśmy Juliana i jego kolegę Vadima, przyjaciółkę Marię, po czym zostawiłyśmy bagaże i po szybkim ogarnięciu ruszyliśmy na spacer. Market z tapas, Plaza Mayor, Katedra, Zamek Królewski, Opera i trochę urokliwych uliczek. 
 
Bardzo zamazane, ale jedno z naszych ulubionych :) / Plaza Mayor
Katedra
Opera

21:30, mieszkanie Juliana

Ciekawostka: jak bawią się Kolumbijczycy? (plus Dominikanin)

Trochę wina/ginu i ogromne ilości latynoskiej muzyki. Minęła krótka chwila i już stolik został odsunięty, a kanapa przestawiona w kąt pokoju. I zaczęliśmy tańczyć. Salsa, bachata, merengue. Oni po prostu mają to we krwi.

Sobota, okolice południa, centrum Madrytu

Ruszyłyśmy zwiedzać. Instytut Cervantesa, fontanna pod którą zbierają się po wygranym meczu piłkarze Realu Madryt, Puerta de Alcala, powrót dzielnicą artystów.

Instytut Cervantesa
Pałac Velázqueza - wewnątrz wystawa sztuki współczesnej
Kreo kontempluje odgłosy ściany!





Te ostatnie zdjęcia to powrót do mieszkania. Właśnie stuknęły 24h naszego pobytu w Madrycie. Tutaj więc dziś kończę :)  A na dobranoc zostawiam Was z muzyką, która towarzyszyła nam przez cały weekend.




Besos!



Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza