Gdzie wyjechać na Erasmusa? (Nie)typowe kierunki polskich blogerów podróżniczych.

Hiszpania w zestawieniu pojawia się tylko raz, a małe miasta są tak samo popularne jak duże. Prestiżowy Oxford, egzotyczne St. Denis, a może malutkie fińskie Valkeakoski? Gdzie warto pojechać na Erasmusa, a których miejsc lepiej unikać? Przeczytajcie koniecznie, co na temat swojego stypendium piszą polscy blogerzy podróżniczy, a potem... Koniecznie sprawdźcie, kiedy rusza rekrutacja na Erasmusa na Waszych uczelniach!


Czytaj dalej

Zwyczajna kurtka przeciwdeszczowa.

Wkrótce nadejdzie taki dzień, że błękit krystalicznego nieba pokryją najczarniejsze cumulonimbusy, a deszcz jak zacznie lać, to skończy dzień po Bożym Narodzeniu i łaskawie zamieni się w śnieg. Że to czarny scenariusz? Pewnie tak (też wolałabym śnieg na Wigilię), ale zawsze na najgorsze trzeba być przygotowanym. Nawet na to, że ulewa dopadnie nas pośrodku niczego, albo w środku wszystkiego. W maju na Mazurach albo w styczniu w centrum Dubaju. W środku lipca w Palermo, albo w marcu we Władysławowie. I co wtedy? Wtedy z pomocą przychodzi ONA. Niezawodna, niezastąpiona, przeklinana nieraz przy oglądaniu zdjęć z wakacji kurtka przeciwdeszczowa. "Absolutny must have każdego podróżnika." Zresztą, nie tylko jego. 

 



Czytaj dalej

Kulinarny Offtop: Jesienny krem z dyni.

Jesień to bardzo trudna pora roku. Póki jest słoneczna i kolorowa, większość z nas ją uwielbia, ale... Spójrzmy prawdzie w oczy - lada moment słońce zniknie za chmurami, które obficie raczyć nas będą paskudnym deszczem. Będzie ciemno, mokro i niemożliwie zimno. Mało komu będzie się chciało wyjść na spacer, nie mówiąc już o jakiś dalszych wypadach... Każdy będzie za to marzyć o szybkim powrocie do domu, wślizgnięciu się pod koc i rozgrzaniu czymś pysznym. Herbata z sokiem malinowym jest świetna, ale czasem warto iść o krok dalej i zrobić coś bardziej pożywnego. A skoro jesień to sezon na dynie, skorzystajmy z tego!


Czytaj dalej

Terenowe oblicze wyspy Rodos: przez góry, łąki i krzaki, błoto, a nawet rzeki.

W hotelowym lobby pojawił się bosy chłopak w żółtym t-shircie i czarnej czapce. Ani trochę nie wyglądał na Greka.

 - Jeep safari? - zapytał. Wstaliśmy błyskawicznie, niczym żołnierze spinają pośladki na słowo "baczność", rzuciłam radosne "yes" i ruszyliśmy za nim w stronę parkingu - Jestem Joe - przedstawił się nasz przewodnik. 

- Cześć, mam na imię Natalia - odpowiedziałam z promiennym uśmiechem. 

- Jedziemy taką małą grupą? - zapytał. 

- Tak, dziś będzie kameralnie - odparłam. Grupka rozdzieliła się między dwa samochody, a ja rzuciłam torbę na tylne siedzenie terenówki Joe i wskoczyłam na miejsce pasażera: - Ruszajmy!

 
Czytaj dalej