Kopenhaga w 48 godzin l cz. 2
Zwiedzanie Kopenhagi w słoneczną środę było dużo przyjemniejsze niż w deszczowy wtorek. Chociaż pokonałyśmy na nogach dużo więcej kilometrów, odwiedziłyśmy Syrenkę, Christianię i Nyhavn, znalazłyśmy też czas na błogie lenistwo w ogrodzie botanicznym. Taki finał naszego wypadu sprawił, że bardzo, ale to bardzo nie chciało się nam wracać do Polski i codziennych obowiązków.

Kopenhaga w 48 godzin l cz. 1
Zaczęło się wyśmienicie - bilety lotnicze kupione po 19zł, nocleg w Kopenhadze załatwiony, dojazd do Warszawy też. Tylko, że pociąg się spóźnił, autobus na lotnisko odjechał, a pan kierowca kolejnego potrzebował sporo czasu, żeby dać się przekonać i zawieźć do Modlina całą grupę osób, które miały lecieć tym samym lotem. Po wylądowaniu nie dało się kupić biletu na nasz przystanek docelowy, a chłopak, który chciał nam pomóc, stwierdził, że mamy jechać w zupełnie inne miejsce, niż wynikało to z notatek Marty. Zanim doszliśmy do porozumienia, autobus oczywiście zdążył odjechać. Tym sposobem do mieszkania weszłyśmy dopiero o 2 w nocy. A wczesny ranek przywitał nas oberwaniem chmury.

21 rowerowych zdjęć z Kopenhagi.
Ich widok uderzył mnie zaraz po wylądowaniu, gdy grubo po północy jechałyśmy autobusem z lotniska. Przypięte do płotów, rynien i znaków drogowych, bo - choć to niezgodne z prawem - stojaki solidnie były już przeładowane. Nieraz pozostawione bez podstawowego zabezpieczenia i zaparkowane luzem, bo nawet przy płocie zabrakło dla nich miejsca.
Małe, duże, stare i nowe. Kolorowe rowery.
Etykiety:
#12nowychmiejsc
,
Dania
,
Kopenhaga
,
sport
,
styl życia
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)